niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 4


Nathan? A w dupie go mam. Nie będę przejmować się takim idiotą. To był mały, nieznaczący epizod w moim życiu. Nie mam zamiaru o nim myśleć ani wymyślać planu zemsty, jak to mam w zwyczaju robić. Leżałam rano w łóżku i ZNOWU rozmyślałam o moim ciekawym i pełnym niespodzianek życiu.
- JEZU! DZISIAJ JEST PONIEDZIAŁEK! - wykrzyknęłam i wyleciałam z łóżka, jak torpeda. Wbiegłam do łazienki i dopiero wtedy zorientowałam się, że jestem we wczorajszych ciuchach. Wykąpałam się, ubrałam i wymalowałam.
- Nareszcie wyglądam jak człowiek. - odetchnęłam z ulgą.
Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby i wzięłam telefon do ręki - miałam kilka nieodebranych połączeń od Tom'a. Zegarek wskazywał 10:26 - "hmm...zdążę na czwartą lekcję" - pomyślałam. Zeszłam na dół do kuchni, spakowałam śniadanie do torby i wybiegłam z domu. Nie mieszkam zbyt blisko szkoły i ze względu na godzinę musiałam biec. Autobus szkolny o tej godzinie niestety nie podjedzie. Biegłam przez park, kiedy zadzwonił mój telefon:
- HALO? - wykrzyknęłam zdyszana.
- Gdzie ty jesteś? - odezwał się Tom - I dlaczego tak dyszysz? - gdy wypowiedział te słowa usłyszałam w słuchawce rechot jego kolegów.
- *Właśnie się bzykam* - pomyślałam - jestem w parku, zaraz będę w szkole.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i pokonałam ostatnie metry, dzielące mnie ze szkolnym boiskiem. Gdy weszłam do szkoły miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, niektórzy zaczęli coś szeptać. Nie czułam się komfortowo w takiej sytuacji, chciałam wiedzieć o co tym ludziom chodzi. Podeszłam do mojej szafki i wrzuciłam do niej torbę. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się i zobaczyłam Austina, który jak tylko się odwróciłam z impetem przygniótł mnie swoim ciałem do stojących za mną szafek.
- Odsuń się! - wymamrotałam, był zbyt blisko mnie żebym mogła cokolwiek prawidłowo wypowiedzieć.
- Jak mi powiesz, co było zadane z angielskiego. - wyszeptał przy moim uchu.
Zaczęłam się śmiać i go odepchnęłam. Austin to mój niedawno poznany kolega. Ten szarooki słodziak ma chyba najlepszą klatę ze wszystkich moich kolegów. Nie powiem, jest bardzo przystojny ale nie ma w sobie nic specjalnego, co mogłoby spowodować u mnie uczucie pożądania. Traktuję go jak przyjaciela. Cenię go za jego błyskotliwość, spontaniczność i poczucie humoru. Przeszkadza mi jednak to, że przesadnie flirtuje z dziewczynami. Jest w tym podobny do swojego najlepszego przyjaciela - Nathana.
- Ty mnie pytasz? Hahaha, odsyłam do Chloe! Ona napewno będzie wiedzieć.
- Chloe nie ma w szkole, pewnie dzisiaj pracuje. Dopiero teraz przyszłaś? - zauważył, że dopiero wypakowywałam książki - Upojna noc, co? - powiedział  z zadziornym uśmiechem na twarzy.
- Weź się odczep. Zaspałam. Która godzina? - zapytałam i akurat odezwał się dzwonek na lekcję.
- Nasza ostatnia. Teraz fizyka.
Zamknęłam szafkę i wyruszyłam z Austinem w stronę klasy. Będąc tuż przed salą, nie wiem dlaczego, moja intuicja kazała mi się odwrócić. Zrobiłam to i wskutek tego, co zobaczyłam moje ciało pożarło uczucie sparaliżowania, strachu, nienawiści, bólu i niedowierzania. Widziałam Nathana całującego się w kącie z... Ashley. "CO TA DZIWKA Z NIM ROBI?!" - krzyczałam w duszy. Nie byłam wściekła na niego, tylko na tą... dziwkę. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie chciałam na nich patrzeć ale nie mogłam przestać. Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Usłyszałam tylko słowa Austina, który również ich zauważył:
- Osz w morde! Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. No w końcu! - cieszył się jak pojebany, że jego kumpel całuje się z największą dupodajką w szkole. Poczułam się upokorzona jego słowami ale przecież nie wiedział, że coś czuje do Nathana.
- Wejdźmy do klasy. - powiedziałam nieco przytłoczonym głosem i skierowałam się do środka. Usiadłam w ławce z tyłu. W lekcji uczestniczyłam tylko fizycznie, myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Analizowałam całe zdarzenie, które miało miejsce na korytarzu. Zdałam sobie sprawę, że moje uczucia do Nathana są naprawdę głebokie. Jedna strona mnie zmuszała drugą żeby zapomniała o tym chłopaku ale ta druga, która była silniejsza, bo kierowała się uczuciami stanowczo odmawiała. Chociaż mnie wykorzystał, nie potrafię o nim zapomnieć. Teraz czuję się podwójnie zraniona. Podczas, gdy walczyłam ze swoimi uczuciami na moją ławkę podrzucono liścik.
- "Widziałem twoją minę. Musimy pogadać. -Austin"
I za chwilę pojawił się kolejny:
- "Co jest? -Claire" - spojrzałam na nią załamanym wzrokiem i pokiwała głową, że rozumie. Zczaiła, że jest to sprawa do przegadania. Pierwszy liścik zupełnie zignorowałam. Co mógłby mi powiedzieć? Że zakochałam się w nieodpowiednim dla mnie chłopaku? To sama wiem.
Zadzwonił dzwonek, kończący lekcję i widząc, że Austin ma zamiar do mnie podejść, wybiegłam z klasy. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ja już wszystko wiem - muszę trzymać się z dala od Nathana. Ale nie porafię. Opuściłam budynek szkoły i skierowałam się w stronę plaży. Miałam zamiar iść do Chloe, która pracowała w barze Starbucksa przy plaży, o czym dzisiaj zapomniałam. Nie interesowało mnie to, że będę mieć (kolejne) kłopoty za opuszczenie zajęć. Musiałam z kimś pogadać. Czułam się okropnie. Idąc zatłoczonymi ulicami, aby dotrzeć do równie zatłoczonej plaży, miałam wrażenie, że każdy czyta mi w myślach. Nie mogłam ich ukryć, były wszędzie. Rozproszone po mojej głowie, nie dawały mi spokoju. A dotyczyły jednej sprawy, przez którą czułam się jak idiotka. Tak, przeżycia i odczucia związane z Nathanem robią ze mnie idotkę. I wydawało się, że nie tylko ja tak myślę. Odetchnęłam z ulgą, gdy wreszcie zobaczyłam szyld Starbucksa. Wreszcie to z siebie wyrzucę. Wyrzucę te wszystkie przytłaczające myśli związane z dzisiejszym wydarzeniem w szkole. Weszłam do środka, Chloe stała przy ladzie.
- CO ZA DZIWKA!!! LIZAŁA SIĘ Z NATHANEM!!! - krzyknęłam, waląc w blat. Chyba zbyt przesadnie zrozumiałam wyrażenie "wyrzucić z siebie". Na szczęście żaden z klientów nie był zainteresowany moim przedstawieniem.
- Witaj. - powiedziała Chloe z uśmiechem na twarzy, co mnie kompletnie rozwaliło, po chwili dodała - Teraz od początku, co się stało? Tylko bez krzyków.
- Byłam w szkole i widziałam jak Nathan całuje się z Ashley! Rozumiesz?! Z Ashley! Całował się! Pojmujesz w ogóle, jak ja się czuję?!
- Sucz. - wycedziła przez zęby i na chwilę się zamyśliła - Ale wiesz... z drugiej strony to też twoja wina.
- CO?! - krzyknęłam i znowu uderzyłam o blat.
- Gdybyś wzięła się porządnie za robotę na imprezie i dałabyś mu do zrozumienia, że nie ma się oglądać za innymi, bo TY GO CHCESZ I KONIEC, to nie byłoby teraz takiej akcji.
- Chyba zgłupiałaś! Nię będę mu przecież nic narzucać!
- I tu robisz błąd. Czasami trzeba postawić faceta w sytuacji bez wyjścia. Wtedy zrozumie, że tak powinno być i nie ma wyboru.
- O czym ty pieprzysz?
- Mówię, że trzeba było brać się za niego porządnie! I dać mu jasno do zrozumienia, że jesteś tą jedyną.
- Myślałam, że mnie wesprzesz w takiej sytuacji. Nie masz pojęcia, jak się okropnie czuję!
- To twoja wina. Zjebałaś sprawę.
- No dzięki, kurwa. Ja mam złamane serce a ty mi jeszcze powiesz, że to moja wina! Podaj lepiej kawę.
- Poproś. - nie mogłam pojąć jej wewnętrznego spokoju, co mnie jeszcze bardziej denerwowało.
- Proszę, daj kawę!
Podała mi karmelowe frappuccino i zapłaciłam. Obsłużyła kilkoro klientów, po czym zwróciła się do mnie:
- Przestań o nim myśleć. - zaczęła.
- Jak?
- Nie wiem. Ale to rujnuje cię od środka. Czuję to.
- No co ty? - odpowiedziałam trochę prześmiewnym głosem, nadal byłam zdenerwowana tą całą sprawą - Idę do domu, mam wszystkiego dość! - rzuciłam kubkiem po kawie w jej stronę.
- Zachowuj się!
- Nie mam zamiaru! Wszystko się pieprzy!
Odwróciłam się i potężnie zderzyłam się z jakimś chłopakiem. Wylał na mnie jeszcze gorącą kawę. Nadmiar emocji, które wywołał dzisiejszy dzień spowodowały, że zaczęłam na niego krzyczeć:
- JAK TY CHODZISZ DEBILU?!
- Przepraszam, ale...ale... - zaczął się jąkać.
Ignorując zupełnie jego tłumaczenia, wybiegłam z lokalu. Szłam w kierunku mojego domu. Byłam wściekła, cała ociekałam kawą. Obstawiałam, że to była jego wina, że się zderzyliśmy. Myślałam, że zaraz rzucę się na ludzi i zacznę ich bić. Wręcz kipiałam złością.
Mój telefon zaczął dzwonić, dostałam wiadomość od Claire: "Wbijaj do mnie na chatę! Wszystko wiem!".
Z ogromną niechęcią zmieniłam kierunek. Marzyłam żeby się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. Ale byłam też bardzo ciekawa, co Claire chce mi powiedzieć...

---
Nie wiem, czy wiecie...mam prorocze myśli (i sny!). Niektóre zdarzenia, które opisałam w tym opowiadaniu, miały miejsce w rzeczywistości. To dziwne ale zarazem intrygujące. Jakbym pisała scenariusz własnego życia...
Przyznam, że podoba mi się ten rozdział. A Wam? Co myślicie?
K.

5 komentarzy:

  1. niech ona o nim zapomni. tak będzie dla niej lepiej.
    @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskoo <3
    Uwielbiam cię.
    Dawaj szybko następny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy4/16/2012

    Biedna :( Jak on tak mógł. Niech sobie znajdzie innego, a Nathan będzie żałował co stracił ! :D Czekam na nn xx

    @_klaudiiiiaa_

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział : ) z niecierpliwością czekam na nn : )

    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  5. Świętnie zapraszam do mnie - http://polishbeliebers1994.blogspot.com/
    Liczę na jakiś Kom !!
    z góry DZIĘKUJĘ < 3+ pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń