środa, 30 maja 2012

Rozdział 8


Po półgodzinnej wycieczce przez miasto dotarliśmy na niewielkie wzgórze. Na jego końcu kształtował się wysoki klif. Wysiedliśmy z samochodu i usiedliśmy na kocu, który Justin trzymał w samochodzie. Wsłuchiwałam się w dźwięk obijającego się o klif oceanu. Było to jedyne niezatłoczone miejsce w Los Angeles. Wtuliłam się w siedzącego obok mnie Justina i pozwoliłam by morska bryza muskała mnie po twarzy.
- Jak znalazłeś to miejsce? - zapytałam, zauroczona
- Dokładnie rok temu ojciec powiedział mi, że jestem totalnie beznadziejny w tym, co robię. Miał na myśli grę w kosza. To mnie strasznie zdołowało. Wziąłem samochód i pojechałem w miasto. Po jakimś czasie dojechałem w to właśnie miejsce. Przyjeżdżam tu za każdym razem, gdy mam doła.
- Jestem tu z tobą a ty masz doła? - zapytałam oburzona, chcąc go rozbawić
- A czy ja powiedziałem, że mam teraz doła? - odwrócił twarz w moją stronę i się uśmiechnął
Objął mnie mocniej i przybliżył głowę do mojej głowy.
- Nie przejmuj się ojcem. To nie twoja wina, co się stało w domu.
- Ale byłaś tego świadkiem! To mi siedzi w głowie!
- Wiem, że nie chciałeś żebym coś takiego widziała ale przestań się przejmować! Zapomnij o tym, proszę.
- Łatwo ci mówić.
- Przestań się dołować takimi głupstwami, proszę.
Justin ciężko wypuścił powietrze. Uznałam to za zgodę z moją prośbą.
- Nie wracam dzisiaj do domu. Prześpię się w jakimś hotelu.
- Chcesz wydać kasę na drogi hotel? Nie byłoby lepiej gdybyś... - w tym momencie ugryzłam się w język, chciałam mu zaproponować noc u mnie w domu.
- ...przespał się u ciebie? - wyszczerzył się głupio. Czy on czyta mi w myślach?
- Masz rację, jedź lepiej to hotelu. To był zły pomysł.
- Jesteś najbardziej zboczoną dziewczyną jaką znam - uśmiechnął się jak idiota
- Nie miałam TEGO na myśli...
- Nie wcale... - odwrócił się w moją stronę, zauważył mój grymas - No przecież żartuję.
- Yhyyym ... - to nie był dźwięk szydzenia z niego, powiedziałam "yhyym", ponieważ jego twarz była tylko kilka centymetrów od mojej. Spojrzałam w jego oczy i nie mogłam się od nich oderwać. Byłam zahipnotyzowana jego spojrzeniem. Znowu to zrobił... Przybliżył się do mnie i przygryzł wargi. Nadal wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy, które teraz iskrzyły się niczym fajerwerki. Jego twarz zbliżała się do mojej. Nie wiem dlaczego, nie potrafię tego wytłumaczyć - pragnęłam go. Pragnęłam bliskości, czułości. Liczyłam na to, że właśnie w tym momencie on mi ją da. Odnalazłam w nim to, czego nie mogłam doszukać się w Nathanie. Justin jest moją ucieczką od niego. Zapomniałam już. Teraz mam Justina. On da mi wszystko, czego potrzebuję. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry, kiedy zadzwonił mój telefon. Momentalnie zacisnęłam wargi i oczy.
- Kurrrw... - byłam wściekła
- ...a - dokończył Justin i z uśmiechem odsunął się ode mnie.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Na ekranie pojawił się numer Claire.
- Czego, kurwa? - zaklnęłam a Justin wytrzeszczył oczy. Rozbawił mnie wyraz jego twarzy.
- SIEEEEEEEEEEEEEEMANKOOOOOOOOOOO! CO ROBISZ? - Claire krzyczała do sluchawki, usłyszałam hałas po drugiej stronie połączenia, jakby...impreza?
- Gdzie ty jesteś, do cholery?
- NO W DOOOOOOOOMU KOTKU!!! IMPREZKA JEST ZAJEBISTA!!! WBIJAJ Z TYM SSSSWOIM KOCHASIEM!!! - rozłączyła się
- Nie wierzę. - uderzyłam głową o ramię Justina
- Co się stało?
- Te idiotki...jezu...one...zrobiły imprezę! - Justin zaczął się śmiać, po tym jak wyjąkałam parę słów
- Czad!
- No właśnie nie! Znowu się zaleję! - mruczałam, dusząc się ze śmiechu
- Ty? Dlaczego?
- Bo tam pojedziemy... - spojrzałam na Justina, zapłakana ze śmiechu
- Dobry pomysł!
Justin złapał mnie za rękę i podniósł z ziemi. Złożył koc i wsiedliśmy do samochodu.
- Tylko proszę, nie wystrasz się widoku. Nasze imprezy są dość... obfite.
- To znaczy? - spojrzał się na mnie z uśmiechem
- To znaczy, że zastaniesz tam bardzo dużo alkoholu i innych używek.
- Fajnie.

Zatrzymałam Justina tuż przed wejściem do kamienicy.
- Proszę, nie pij za dużo. - spojrzałam w jego oczy
- I kto to mówi! - zaśmiał się a ja spiorunowałam go wzrokiem - No dobrze. Nie martw się.
- I nic nie bierz od ludzi, których nie znasz.
- Prawie nikogo tam nie znam.
- Masz się po prostu pilnować. Nie wiem kogo one zaprosiły. Rozumiesz?
- Spokojnie. Dam radę. Dzisiaj mam ochotę się zabawić. - chwycił moją rękę
- Fakt, dobrze ci to zrobi. - uśmiechnęłam się do niego
- OSZ TY! ZAPOMNIAŁEM!
- O czym? - zdziwiłam się
Justin agresywnie przyciągnął mnie do siebie, chwycił mnie w talii i wpił się w moje usta. Poczułam jego silny zapach i smak jego ust. Zakręciło mi się głowie. Przeniosłam się na chwilę do innego świata...
- O tym. - powiedział z uśmiechem na twarzy, kiedy już oderwał się od moich ust.
Przygryzłam dolną wargę. Nadal oszołomiona splotłam nasze dłonie i wprowadziłam go do mieszkania przyjaciółek.

Na miejscu zastałam kolorową ciemność. Kolorowe światełka przebijały się przez ciemne pomieszczenia mieszkania. Ilość ludzi mnie przerażała, jak i ilość alkoholu. Organizowałam wiele imprez ale ta przeszła moje wszelkie wyobrażenia. "Domówka roku!" - pomyślałam. Justin rozglądał się dookoła i się uśmiechał. Podobał mu się ten widok. Fakt, że weszliśmy do środka trzymając się za ręce spowodował, że każdy nam się przyglądał. Czułam się trochę niezręcznie. Zauważyłam znajome twarze: Claire, Chrisa, Francisco, Austina i Toma. Reszta osób była mi zupełnie obca.
- No nareszcie jesteście! - podbiegła do nas Chloe, jej oczy się świeciły, po chwili spojrzała na nasze ręce - Uuuuuuu!
- Tylko nie "uuuuu"! - skarciłam ją - Ile wypiłaś? - po tym pytaniu Chloe zaczęła się śmiać
- Wyluzuj. - Justin szepnął mi do ucha. W tym momencie przyszedł Angus i porwał ze sobą Justina. Przeciskałam się przez tłum żeby dojść do miejsca, gdzie siedziała Claire z ekipą.
- Gdzie twój przydupas? - uśmiechnęła się słodko, a ja spojrzałam na nią jak na idiotkę
- Angus właśnie się nim zajął - na to wszyscy zaczęli się śmiać. Dokładnie wiedzieliśmy, że za kilka minut zobaczymy Justina w kompletnie zalanym stanie. W końcu Angus się nim zajął...
Chwyciłam szklankę z kolorowym drinkiem, którego przygotował mi Austin. Claire siedziała na kolanach Chrisa a ten cały czas cmokał ją w usta. Po chwili usłyszeliśmy głośny śpiew, a raczej ryk i z tłumu wyłonili się Justin, Angus i jeszcze jacyś kolesie. Justin podszedł do mnie i pocałował w policzek, po czym obficie się oblizał. Rozbawiła mnie jego zalana mina. Wszyscy usiedliśmy na jednej kanapie i obserwowaliśmy dzikie ruchy Chloe na parkiecie.
Kończyłam już czwartego drinka. Ilość alkoholu uderzyła mi do głowy. Nie widziałam Justina od dobrej godziny. Cały czas spędziłam na rozmowie z Austinem - on nigdy się nie zamyka. Nagle wstałam i poszłam sprawdzić, czy imprezowicze dobrze się bawią. Znów przeciskałam się przez tłum. Wszyscy tańczyli i rozlewali alkohol po podłodze. Jak zwykle. W pewnym momencie zauważyłam Justina, zabawiającego się z jakąś dziewczyną na parkiecie.
- Ashley... - wycedziłam przez zęby. CO TA DZIWKA Z NIM ROBI?! Justin nie zwracał na nikogo uwagi, był skupiony wyłącznie na niej. Byłam wściekła, gotowałam się w środku. Nagle poczułam czyjąś rękę na biodrze i ciepły oddech na szyi. Spojrzałam za siebie i mój żołądek wywrócił się "do góry nogami".
- Nathan? - zdziwiłam się patrząc na tego uśmiechniętego debila.
- Witaj, ślicznotko. Dawno się nie widzieliśmy. - zbliżał się do mnie coraz bardziej. W moment przypomniałam sobie cały czas spędzony z nim na imprezach. Moje serce zakołatało. Zrobiło się gorąco i zakręciło mi się w głowie. Alkohol działał.
- Co tu robisz? - drżałam, alkohol sprawił, że gorące uczucie wróciło
- Usłyszałem, że tu jesteś. Może porozmawiamy? - wyszeptał mi do ucha. Odwróciłam się jeszcze raz za siebie, by zobaczyć, co robi Justin. Nic, widział tylko tę blond dziwkę. Zacisnęłam zęby i poszłam za Nathanem.

Chwilę potem znaleźliśmy się w pokoju Claire. Nathan przycisnął mnie do ściany i zaczął całować po szyi. Uwielbiałam, kiedy to robił. Oplotłam go rękoma i spojrzałam w jego oczy.
- Raz się żyje... - wyszeptałam, po czym wpił się w moje usta. Tak bardzo brakowało mi jego ust. Całował delikatnie, z uczuciem ale zarazem brutalnie. Zatrzymał ręce na moich pośladkach. Wskoczyłam na niego i oplotłam nogi wokół jego bioder. Nie odrywał się od moich ust. Przeniósł mnie na łóżko i delikatnie się na mnie położył. Zdjął moją bluzkę i zjechał niżej. Zaczął namiętnie całować mój dekolt i brzuch. Fala ciepła przeszyła moje ciało. Z trudem powstrzymywałam się od jęku. Oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w moje oczy, nie przestawając się uśmiechać. Zawsze tak robił, ale tym razem to nie zadziałało. Światło księżyca, wpadające do pokoju oświetlało jego czekoladowe oczy, w których znajdowały się miliony iskierek. Zaczęłam nerwowo spoglądać w jego oczy. Przypomniałam sobie, jak ostatnim razem mnie wykorzystał. Znowu wpadłam w to samo sidło. Znowu chciał to zrobić, chciał mnie zranić. Te głupie oczy...
- Nie. - powiedziałam drżącym głosem
- Co? - zapytał zdezorientowany
- Nie chce. Zejdź ze mnie.
- Słucham? - powiedział z miną mafiozy
- Zejdź ze mnie. Proszę. - zauważyłam, że przycisnął wargi, zaczęłam się go bać. Pozwolił mi zejść z łóżka, ubrałam bluzkę i już chciałam wyjść z pokoju, kiedy złapał mnie za rękę i przycisnął do drzwi.
- Nie ujdzie ci to na sucho, dziewczynko. - powiedział tuż przy moim uchu. Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z pokoju.

Biegałam po całym domu w poszukiwaniu choć jednej z moich przyjaciółek. Tłum trochę się przerzedził ale nadal było bardzo dużo osób imprezujących. Wbiegłam do kuchni i zastałam tam Chloe, całą uśmiechniętą. Wtuliłam się w jej ciało i zaczęłam płakać.
- Heeeeeeeeeeej, co się stało?
- Nathan. - łkałam jej w bluzkę
- Jest tutaj? - oburzyła się, nic nie odpowiedziałam, byłam za bardzo roztrzęsiona - Zrobił ci coś?
- Nie. Tak jakby, tzn nic. Ale... - zaczęłam się jąkać, kiedy Chloe ocierała mi łzy
- Dobra. Nic nie mów.
- Wracam do domu. - powiedziałam w końcu normalnie
- Zobacz lepiej, co Justin wyprawia.
- Widziałam. Jego sprawa. Idę. Pilnuj go, proszę.
Wychodząc zauważyłam, jak Claire nadal tuli się z Chrisem. To cudowne, że moja przyjaciółka znalazła miłość. Szkoda, że ja nie mam takiego szczęścia. Jednak wyglądała podejrzanie spokojnie. Na pewno coś wzięła. Zaśmiałam się na jej widok. Nigdzie nie widziałam Justina. Wyszłam z kamienicy. Wracałam do domu pustymi uliczkami LA, było około godziny 2 w nocy. Zadałam sobie pytanie: dlaczego ja muszę być taką idiotką?

---
Tyle spraw na głowie... ciężkie jest życie nastolatki.
Podoba Wam się rozdział?
K.

9 komentarzy:

  1. Anonimowy5/30/2012

    Claudia musi być z Nathanem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział tylko szkoda, że taki krótki ;p dodawaj częściej! <3 kocham Twojego bloga! :D
    follow me on twitter - @MayaTella
    P.S. zapraszam na mojego bloga - http://my-love-is-your-lovee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bellatrix5/30/2012

    świety...mam nadzieję,że JB nie będzie debilem!! zapraaszam do mnie http://my-first-dance-with-you.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się rozdział. Ale Justin zachował się koszmarnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy5/31/2012

    gówno w chuj autorka powinna odbyć przymusowe leczenie w zakładzie psychiatrycznym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy5/31/2012

      Niepotrzebne takie komentarze, opinię zostaw dla siebie

      Usuń
    2. dziękuję. każdy komentarz mile widziany ;)

      Usuń
  6. KONIECZNA5/31/2012

    anonimowy niech stawi mi pałe

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, biedna :/ Głupi Justin -.- Czekam na następny :* / @SwaggiePassie

    OdpowiedzUsuń