środa, 9 maja 2012

Rozdział 7


*Na zajutrz rano*
Stałam właśnie pod drzwiami mieszkania moich przyjaciółek, w dłoni trzymałam list od Justina. Chcąc obudzić dziewczyny, waliłam pięścią w drzwi. Wiedziałam, że spały. W końcu wczoraj ładnie zabalowały.
- Co jest? - drzwi otworzyła zaspana Chloe
- To jest! - pokazałam jej list i weszłam do środka
- Czyli co?
- Otwórz to się przekonasz.
Chloe otworzyła list i przeleciała go szybko wzrokiem. Zatrzymała się u dołu kartki:
- Justin... - wyszeptała. - CLAIRE, CHODŹ! - krzyknęła wystarczająco głośno by obudzić trzecią z nas.
- Czego, kurwa? - w przedpokoju znalazła się zakacowana Claire
- Czytaj - podała jej list
- "Droga Claudio... - zaczęła i wybuchnęła śmiechem
- Czytaj dalej - ponagliłam ją
- ...Nie wiem, jak ująć słowa, by nie wyszedł z tego oklepany tekst. Kiedy Cię zobaczyłem po raz pierwszy, Twoje światło uderzyło o moje serce. Tak, światło. Światło, które wydobywało się z Twojej duszy. Czy uwierzysz mi jeśli powiem, że na Twój widok kolana się pode mną ugieły, serce zakołatało i zabrakło mi tchu w piersiach? Wpadając na Ciebie, poczułem, że  właśnie Ty jesteś tą wspaniałą osobą, która zmieni całe moje życie. Sprawisz, że stanie się ono lepsze. Bardzo chciałbym Cię poznać. Będę czekał na Ciebie w parku przy Royal Street, w niedzielę o 17. Mam nadzieję, że się tam pojawisz. Justin."
- Wiedziałyście o nim? - odezwałam się, kiedy Claire skończyła czytać
- Chłopak wydawał się bardzo miły, trochę dziwny i nie z tego świata ale miły.
- I postanowiłaś podać mu mój numer i adres?
- Wybiegł za tobą z lokalu a potem wrócił i wręcz błagał o jakiś namiar na ciebie. - tłumaczyła się Chloe
- Co nie znaczy, że musiałaś mu podać!
- Po spotkaniu z tobą miał kurwiki w oczach, był oszołomiony. Od razu było widać, że wpadłaś mu w oko.
- Ale on wczoraj/dzisiaj w nocy mnie napadł, jak szłam z imprezy! - zdenerwowałam się
- WOW - zdziwiła się Claire
- Faktycznie. Jest trochę zdesperowany, ale podobasz mu się. Czy ty widziałaś, jak on wygląda? - Chloe zadała mi kłopotliwe pytanie
- Widziałam... - uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy
- No właśnie. Zrobiłam to dla twojego dobra. Taka znajomość z nowym kolegą dobrze ci zrobi.
- Zapomnisz o Nathanie. - wtrąciła się Claire
- Już zapomniałam.
- No jasne! - zakpiły obydwie
- A teraz idziemy do mojego pokoju, wybierzemy jakąś stylizację na dzisiejsze spotkanie. - odezwała się Chloe
- Ale ja nigdzie nie idę!
- CO?! - wydarły się na mnie, jak wtedy, gdy zbiłam Claire jej ulubioną szklankę do drinków
- Pstro. Nie idę. Nie jestem gotowa...
- Co? Jednak Nathan? - Claire zaczęła mnie podpuszczać
- Co? Nie. O nim już zapomniałam. Skończone.
- To marsz do pokoju! - rozkazała mi Chloe
- Nie ma mowy. Nawet go nie znam. - zaczęłam się bronić
- TO POZNASZ! - Claire wydarła się ponownie
- I nawet nas nie wkurwiaj! Ty wiesz, jak on na ciebie leci!? - wzburzyła się Chloe
- Nie przepuścisz takiej okazji! Nie pozwolimy na to! Do pokoju!

***
Minął już miesiąc, odkąd poznałam Justina. Myślę, że jeśli nie posłuchałabym moich przyjaciółek i nie poszłabym w tę niedzielę do parku, straciłabym szansę na zdobycie najcenniejszej rzeczy, jaka istnieje na świecie. Mianowicie, straciłabym szansę na nawiązanie nowej przyjaźni. Przyjaźni z Justinem.  "Nie taki diabeł straszny, jak go malują" - pomyślałam już po kilku minutach znajomości z Justinem. Justin jest naprawdę wspaniałym człowiekiem. Okazało się, że łączy nas bardzo dużo - mamy podobne zainteresowania, pasje i świetnie się dogadujemy. Nasza znajomość rozwija się z dnia na dzień. Uwielbiamy ze sobą przebywać, spędzać czas, chodząc np. do kina, czy spacerować. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Justinie, m.in. lubi grać na gitarze i w koszykówkę. Nie wiem, czy miesięczną znajomość można nazwać przyjaźnią ale jak inaczej nazwać dwoje ludzi, którzy nie potrafią bez siebie wytrzymać, uwielbiają razem spędzać czas i pomagają sobie w trudnych chwilach? Myślę, że przyjaźń jest bardzo odpowiednim określeniem. Justin powiedział mi, że ma problemy ze swoim tatą. Nie potrafi się z nim dogadać. Tata wywiera na nim presję, że Justin musi być najlepszy w szkole, w drużynie, wśród kolegów. Justin powiedział mi, że jestem jego ucieczką od tego zamieszania i, jak on to nazwał, "piekła" jakie przechodzi na codzień. To miłe. Teraz, nie potrafię wyobrazić sobie życia bez Justina. Jest dla mnie wszystkim - przyjacielem, bratem, opiekunem - potrafi pomóc w każdej sytuacji, rozbawić, pocieszyć ale też opieprzyć, gdy zrobię coś, czego nie powinnam. No właśnie. Nie podoba mu się to, że tyle piję i imprezuję. Ale co mogę zrobić? Jak ja mogę się zmienić? Dorastałam z moimi przyjaciółmi - alkusami i nie potrafię zmienić mojego imprezowego stylu życia. Justin jest dobrym chłopakiem z bogatej rodziny i przestrzega zasad moralności ale zauważyłam, że ostatnio ma tego dość. Często daje mi do zrozumienia, że miałby ochotę stać się jednym z mojej paczki. Chciałby się upić, zapalić...i nawet spróbować narkotyków, które on nazywa "tym gównem". Jednak zawsze jest coś, co go blokuje - jego tata. Sprawdza i kontroluje go na każdym kroku. Wydaje mi się, że Justin długo tak nie wytrzymie. Kiedyś pęknie i postawi się tacie. Szczerze mówiąc, czekam na to. Nie mogę znieść tego, jak jego to trapi.
Podsumuwując - jestem szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo szczęśliwa. Zyskałam nowego przyjaciela, a moi dawni przyjaciele zaakceptowali go w stu procentach. Justin jest ze mną przez cały czas, a to wszystko dzięki moim upartym przyjaciółkom.

***
- Idziemy do kina? - spytała Claire, kiedy bezczynnie leżałyśmy na jej łóżku, wpatrując się w sufit
- Nieee... - zajęczałam
- Jest sobota, zróbmy coś!
- Sory, dzisiaj nie mogę.
- Bo?
- Bo idę z Justinem do jego rodziców na kolację.
- Uuuuuuuuu - zabuczała Claire, po czym spiorunowałam ją wzrokiem - grubo.
- Rodzice Justina chcą po prostu poznać jego przyjaciółkę.
- Przyjaciółkę...no, no.
- Tak. Przyjaciółkę i nic więcej, głupolu.
- Na serio? Czy ty nie widzisz jak on się na ciebie patrzy? - wzburzyła się Claire
- A niech się patrzy.
- Powiem ci, że ma na co... - Claire walnęła swój typowy uśmiech i oberwała za to poduszką.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- CLAIRE! CHRIS PRZYSZEDŁ! - wydarła się Chloe sprzed pokoju, po czym Claire natychmiast zerwała się z łóżka.
- Uuuuuuuuuu! - zabuczałam a Claire odwróciła się z zabójczą miną seryjnego mordercy - No co...
- Gówno. - syknęła i wyszła z pokoju.

Razem z Chloe siedziałyśmy w jej pokoju, słuchałyśmy muzyki, zażerając się słodyczami i robiłyśmy to, co zawsze robimy kiedy nam się nudzi - pisałyśmy zboczone wiersze.
Dostałam od Justina wiadomość, żebym była gotowa o 18. Tak, więc musiałam zabić te kilka godzin spędzając czas z moimi przyjaciółkami. Znaczy się z jedną. Druga zabawiała się w pokoju ze swoim kolegą.
- O kurde. Muszę lecieć. Wieczorna zmiana. - wyrwała się Chloe, kiedy przypomniało jej się, że musi iść do pracy.
- Ughh...a ja co mam robić?!
- Idź do domu albo zostań tu... z nimi. - zażartowała Chloe
- To idę do domu. - powiedziałam stanowczo
Kiedy wyszłyśmy z jej pokoju Claire z Chrisem siedzieli w salonie i oglądali film.
- O BLEE... - zajęczałam, śmiejąc się z nich
- Zazdrościsz? - odezwał się Chris
- Tobie? Tak. - odpowiedziałam, ubierając buty do wyjścia.
- Też cię kocham robaczku! - zawołała Claire
- Ja ciebie też. Narazie gołąbki! - walnęłam drzwiami, jak to mam w zwyczaju robić i wyszłam na ulicę. Miałam jeszcze 2 godziny do spotkania z Justinem, więc poszłam do domu i zaczęłam w spokoju wybierać ubrania. Założyłam normalne jeansy, białą koszulę, marynarkę i baleriny. Chciałam wyglądać ładnie, schludnie ale bez przesady. Nałożyłam delikatny makijaż i rozpuściłam włosy. Moje loki delikatnie opadały mi na ramiona. Zadzwonił dzwonek do drzwi i szybko zbiegłam ze schodów, rzucając rodzicom hasło, że wychodzę. Za drzwiami czekał na mnie Justin i przywitał mnie delikatnym całusem w policzek. Poczułam jego silny zapach i natychmiast zakręciło mi się w głowie.
- Dobrze się czujesz? - zapytał zaniepokojony, zauważył, że się zachwiałam
- Tak, tak. Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się delikatnie
- Ślicznie wyglądasz - wpatrywał się w moje oczy jak zaczarowany. Zawsze, kiedy na mnie patrzył jego oczy zamieniały się w czekoladowe iskierki. Miał piękne oczy...jak Nathan. Tylko nie to...
- Chyba musimy już jechać - przerwałam tę nadzwyczaj miłą chwilę
- No jasne - wziął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. To może dziwne, jak na przyjaciół ale często chodziliśmy za rękę i przytulaliśmy się. Może po prostu boję się przyznać, że czuję do niego coś więcej i boję się nazwać tej znajomości inaczej jak przyjaźnią. "Chwila! Znasz go dopiero miesiąc! Poczekaj jeszcze trochę!" - skarciłam się w myślach.

Kiedy byliśmy już przed domem jego rodziców, Justin spytał zdenerwowany:
- Na pewno chcesz tam iść?
- Tak. Dlaczego nie? - zapytałam
- Moi rodzice są dość specyficzni...
- Tak, jak wszyscy. Spokojnie. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie
- I z góry przepraszam za mojego ojca.
- Wejdźmy już do środka i przestań się denerwować. Będzie jak będzie. - wyszłam ze samochodu i zamknęłam za sobą drzwi ale Justin nadal siedział w środku.
- Justin, wyjdź. - zapukałam w szybę
- Nie. - usłyszałam jego stanowczy ton
- Wyjdź.
- Nie.
- No wyjdź, matole i przestań się upierać. - otworzyłam drzwi
- Matole? Matole? - Justin od razu wyrwał się ze samochodu, podbiegł do mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać tak bardzo, że rozbolał mnie brzuch.
- Matole? Nadal będziesz mnie nazywać matołem? - staliśmy na ulicy, w objęciach i zapłakani ze śmiechu. Znów to zrobił. Spojrzał mi w oczy a moje ciało przeszył gorący prąd.
- Idziemy? - zapytałam
Złapał mnie za rękę i wprowadził do domu. Jego rodzice powitali mnie bardzo serdecznie i nakazali mówić do siebie po imieniu. Emma i Robert. Przez całą "ceremonię powitania" widziałam, że Justin czuje się niezręcznie i kiedy jego tata zaczął zachwalać syna, jakie to ma wyśmienite wyniki w sporcie, Justin tylko przewracał oczami.
- Justin! Zachowuj się, synu! - Robert zauważył lekceważenie syna
- Przecież nic nie robię. Kiedy kolacja? - zwrócił się do mamy, chcąc uniknąć konfrontacji z ojcem
- Sally właśnie podała. Zapraszam was, moi drodzy.
W mojej głowie pojawiło się tylko wyrażenie "O kurczę!". Nie dość, że Justin ma wspaniały dom - schludny, bardzo elegancko urządzony, wszędzie nowoczesne sprzęty i dużo szkła, to jeszcze ma gosposię na zawołanie. Niewiarygodne.
- Justin, zasuń za Claudią krzesło. - Robert zwrócił mu uwagę
- Przecież właśnie to zrobiłem. - syknął Justin
- Zmień ton, młodzieńcu. Mamy gościa.
Z czasem atmosfera w domu Justina stawała się coraz bardziej napięta. Wyczułam, że Justin się denerwuje. Teraz jestem świadkiem, tego wszystkiego, o czym Justin mi opowiadał. Faktycznie, jego ojciec zwraca mu uwagę na każdym kroku: "Siedź jak człowiek", "Zdejmij tę rękę ze stołu". Justin oddawał ojcu bezczelne odzywki.  Jego mama im się tylko przyglądała, widać było, że ma już dość tych sprzeczek ale nie miała ochoty się wtrącać. Rodzice Justina zadawali mi podstawowe pytania, dotyczące mojej szkoły, rodziny i zainteresowań. Wydawali się bardzo mili ale tata Justina był bardzo cięty na syna. W pewnym momencie Robert zwrócił się do mnie i powiedział coś, co mógłby zostawić dla siebie:
- Jesteś wspaniałą dziewczyną. Jak ty możesz spotykać się z takim nieudacznikiem?
Ręka Justina momentalnie zamieniła się w pięść i uderzyła o stół. Czułam się bardzo niezręcznie w takiej sytuacji. Justin był wściekły na ojca.
- Chyba już pójdziemy. - odezwał się Justin, z trudem blokował się by nie wybuchnąć
- Już? Jeszcze nie zjedliście deseru. - oznajmiła Emma
- Odpuścimy sobie. - Justin złapał mnie za rękę i wyprowadził do przedpokoju
Zdążyłam jeszcze podziękować rodzicom Justina za kolację i opuściliśmy jego dom.
Gdy byliśmy już w samochodzie, Justin się odezwał:
- Dziwisz mi się, że nie chciałem tam z tobą iść?
- Nie było zbyt miło. - czułam się skrępowana zajściem, które miało miejsce chwilę temu
- Mam dość ojca i tego domu! Przepraszam, że musiałaś tego wysłuchiwać.
- Rozumiem cię. Nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina.
- Nie chcę dzisiaj wracać do domu. Nie chcę! Mam ich dość! - Justin zaczął agresywnie uderzać w kierownicę
- To, co masz zamiar robić?
- Nie wiem. Jedziemy. - powiedział i przekręcił kluczyk w stacyjce
- Dokąd? - zapytałam zdziwiona
- Przed siebie... - na Justina twarzy pojawił się uśmiech adrenaliny.
Była dopiero godzina 20:00. Justin ruszył a ja zastanawiałam się, jakie niespodzianki przyniesie mi jeszcze ta sobota...

---
Małe sprostowanie - Justin, to tylko imię. Nie ma on nic wspólnego z jakimkolwiek artystą. Chociaż jestem #Belieber i pisząc imię Justin, mam przed oczami mojego idola, to nie występuje w tym opowiadaniu Justin Bieber. Oczywiście, wyobrażanie sobie Justina jako JB nie jest zabronione, więc... miłej lektury ;)
K.

6 komentarzy:

  1. NARESZCIE COŚ NORMALNEGO !

    OdpowiedzUsuń
  2. Shawty5/09/2012

    świetny!! po porstu kocham ! zapraszam do mnie http://my-first-dance-with-you.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się ♥ ♥ ♥ Proszę informuj mnie o nowych na Twutterze :* / @SwaggiePassie

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy5/10/2012

    świetny rozdział :) czekam z niecierpliwością na nn ♥

    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  5. coś zaczyna się dziać. ♥ nie mogę doczekać się następnego. ;-d
    @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  6. wreszcie jakas większa akcja :D Czekam na NN :)
    @dusia_PL

    OdpowiedzUsuń