środa, 30 maja 2012

Rozdział 8


Po półgodzinnej wycieczce przez miasto dotarliśmy na niewielkie wzgórze. Na jego końcu kształtował się wysoki klif. Wysiedliśmy z samochodu i usiedliśmy na kocu, który Justin trzymał w samochodzie. Wsłuchiwałam się w dźwięk obijającego się o klif oceanu. Było to jedyne niezatłoczone miejsce w Los Angeles. Wtuliłam się w siedzącego obok mnie Justina i pozwoliłam by morska bryza muskała mnie po twarzy.
- Jak znalazłeś to miejsce? - zapytałam, zauroczona
- Dokładnie rok temu ojciec powiedział mi, że jestem totalnie beznadziejny w tym, co robię. Miał na myśli grę w kosza. To mnie strasznie zdołowało. Wziąłem samochód i pojechałem w miasto. Po jakimś czasie dojechałem w to właśnie miejsce. Przyjeżdżam tu za każdym razem, gdy mam doła.
- Jestem tu z tobą a ty masz doła? - zapytałam oburzona, chcąc go rozbawić
- A czy ja powiedziałem, że mam teraz doła? - odwrócił twarz w moją stronę i się uśmiechnął
Objął mnie mocniej i przybliżył głowę do mojej głowy.
- Nie przejmuj się ojcem. To nie twoja wina, co się stało w domu.
- Ale byłaś tego świadkiem! To mi siedzi w głowie!
- Wiem, że nie chciałeś żebym coś takiego widziała ale przestań się przejmować! Zapomnij o tym, proszę.
- Łatwo ci mówić.
- Przestań się dołować takimi głupstwami, proszę.
Justin ciężko wypuścił powietrze. Uznałam to za zgodę z moją prośbą.
- Nie wracam dzisiaj do domu. Prześpię się w jakimś hotelu.
- Chcesz wydać kasę na drogi hotel? Nie byłoby lepiej gdybyś... - w tym momencie ugryzłam się w język, chciałam mu zaproponować noc u mnie w domu.
- ...przespał się u ciebie? - wyszczerzył się głupio. Czy on czyta mi w myślach?
- Masz rację, jedź lepiej to hotelu. To był zły pomysł.
- Jesteś najbardziej zboczoną dziewczyną jaką znam - uśmiechnął się jak idiota
- Nie miałam TEGO na myśli...
- Nie wcale... - odwrócił się w moją stronę, zauważył mój grymas - No przecież żartuję.
- Yhyyym ... - to nie był dźwięk szydzenia z niego, powiedziałam "yhyym", ponieważ jego twarz była tylko kilka centymetrów od mojej. Spojrzałam w jego oczy i nie mogłam się od nich oderwać. Byłam zahipnotyzowana jego spojrzeniem. Znowu to zrobił... Przybliżył się do mnie i przygryzł wargi. Nadal wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy, które teraz iskrzyły się niczym fajerwerki. Jego twarz zbliżała się do mojej. Nie wiem dlaczego, nie potrafię tego wytłumaczyć - pragnęłam go. Pragnęłam bliskości, czułości. Liczyłam na to, że właśnie w tym momencie on mi ją da. Odnalazłam w nim to, czego nie mogłam doszukać się w Nathanie. Justin jest moją ucieczką od niego. Zapomniałam już. Teraz mam Justina. On da mi wszystko, czego potrzebuję. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry, kiedy zadzwonił mój telefon. Momentalnie zacisnęłam wargi i oczy.
- Kurrrw... - byłam wściekła
- ...a - dokończył Justin i z uśmiechem odsunął się ode mnie.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Na ekranie pojawił się numer Claire.
- Czego, kurwa? - zaklnęłam a Justin wytrzeszczył oczy. Rozbawił mnie wyraz jego twarzy.
- SIEEEEEEEEEEEEEEMANKOOOOOOOOOOO! CO ROBISZ? - Claire krzyczała do sluchawki, usłyszałam hałas po drugiej stronie połączenia, jakby...impreza?
- Gdzie ty jesteś, do cholery?
- NO W DOOOOOOOOMU KOTKU!!! IMPREZKA JEST ZAJEBISTA!!! WBIJAJ Z TYM SSSSWOIM KOCHASIEM!!! - rozłączyła się
- Nie wierzę. - uderzyłam głową o ramię Justina
- Co się stało?
- Te idiotki...jezu...one...zrobiły imprezę! - Justin zaczął się śmiać, po tym jak wyjąkałam parę słów
- Czad!
- No właśnie nie! Znowu się zaleję! - mruczałam, dusząc się ze śmiechu
- Ty? Dlaczego?
- Bo tam pojedziemy... - spojrzałam na Justina, zapłakana ze śmiechu
- Dobry pomysł!
Justin złapał mnie za rękę i podniósł z ziemi. Złożył koc i wsiedliśmy do samochodu.
- Tylko proszę, nie wystrasz się widoku. Nasze imprezy są dość... obfite.
- To znaczy? - spojrzał się na mnie z uśmiechem
- To znaczy, że zastaniesz tam bardzo dużo alkoholu i innych używek.
- Fajnie.

Zatrzymałam Justina tuż przed wejściem do kamienicy.
- Proszę, nie pij za dużo. - spojrzałam w jego oczy
- I kto to mówi! - zaśmiał się a ja spiorunowałam go wzrokiem - No dobrze. Nie martw się.
- I nic nie bierz od ludzi, których nie znasz.
- Prawie nikogo tam nie znam.
- Masz się po prostu pilnować. Nie wiem kogo one zaprosiły. Rozumiesz?
- Spokojnie. Dam radę. Dzisiaj mam ochotę się zabawić. - chwycił moją rękę
- Fakt, dobrze ci to zrobi. - uśmiechnęłam się do niego
- OSZ TY! ZAPOMNIAŁEM!
- O czym? - zdziwiłam się
Justin agresywnie przyciągnął mnie do siebie, chwycił mnie w talii i wpił się w moje usta. Poczułam jego silny zapach i smak jego ust. Zakręciło mi się głowie. Przeniosłam się na chwilę do innego świata...
- O tym. - powiedział z uśmiechem na twarzy, kiedy już oderwał się od moich ust.
Przygryzłam dolną wargę. Nadal oszołomiona splotłam nasze dłonie i wprowadziłam go do mieszkania przyjaciółek.

Na miejscu zastałam kolorową ciemność. Kolorowe światełka przebijały się przez ciemne pomieszczenia mieszkania. Ilość ludzi mnie przerażała, jak i ilość alkoholu. Organizowałam wiele imprez ale ta przeszła moje wszelkie wyobrażenia. "Domówka roku!" - pomyślałam. Justin rozglądał się dookoła i się uśmiechał. Podobał mu się ten widok. Fakt, że weszliśmy do środka trzymając się za ręce spowodował, że każdy nam się przyglądał. Czułam się trochę niezręcznie. Zauważyłam znajome twarze: Claire, Chrisa, Francisco, Austina i Toma. Reszta osób była mi zupełnie obca.
- No nareszcie jesteście! - podbiegła do nas Chloe, jej oczy się świeciły, po chwili spojrzała na nasze ręce - Uuuuuuu!
- Tylko nie "uuuuu"! - skarciłam ją - Ile wypiłaś? - po tym pytaniu Chloe zaczęła się śmiać
- Wyluzuj. - Justin szepnął mi do ucha. W tym momencie przyszedł Angus i porwał ze sobą Justina. Przeciskałam się przez tłum żeby dojść do miejsca, gdzie siedziała Claire z ekipą.
- Gdzie twój przydupas? - uśmiechnęła się słodko, a ja spojrzałam na nią jak na idiotkę
- Angus właśnie się nim zajął - na to wszyscy zaczęli się śmiać. Dokładnie wiedzieliśmy, że za kilka minut zobaczymy Justina w kompletnie zalanym stanie. W końcu Angus się nim zajął...
Chwyciłam szklankę z kolorowym drinkiem, którego przygotował mi Austin. Claire siedziała na kolanach Chrisa a ten cały czas cmokał ją w usta. Po chwili usłyszeliśmy głośny śpiew, a raczej ryk i z tłumu wyłonili się Justin, Angus i jeszcze jacyś kolesie. Justin podszedł do mnie i pocałował w policzek, po czym obficie się oblizał. Rozbawiła mnie jego zalana mina. Wszyscy usiedliśmy na jednej kanapie i obserwowaliśmy dzikie ruchy Chloe na parkiecie.
Kończyłam już czwartego drinka. Ilość alkoholu uderzyła mi do głowy. Nie widziałam Justina od dobrej godziny. Cały czas spędziłam na rozmowie z Austinem - on nigdy się nie zamyka. Nagle wstałam i poszłam sprawdzić, czy imprezowicze dobrze się bawią. Znów przeciskałam się przez tłum. Wszyscy tańczyli i rozlewali alkohol po podłodze. Jak zwykle. W pewnym momencie zauważyłam Justina, zabawiającego się z jakąś dziewczyną na parkiecie.
- Ashley... - wycedziłam przez zęby. CO TA DZIWKA Z NIM ROBI?! Justin nie zwracał na nikogo uwagi, był skupiony wyłącznie na niej. Byłam wściekła, gotowałam się w środku. Nagle poczułam czyjąś rękę na biodrze i ciepły oddech na szyi. Spojrzałam za siebie i mój żołądek wywrócił się "do góry nogami".
- Nathan? - zdziwiłam się patrząc na tego uśmiechniętego debila.
- Witaj, ślicznotko. Dawno się nie widzieliśmy. - zbliżał się do mnie coraz bardziej. W moment przypomniałam sobie cały czas spędzony z nim na imprezach. Moje serce zakołatało. Zrobiło się gorąco i zakręciło mi się w głowie. Alkohol działał.
- Co tu robisz? - drżałam, alkohol sprawił, że gorące uczucie wróciło
- Usłyszałem, że tu jesteś. Może porozmawiamy? - wyszeptał mi do ucha. Odwróciłam się jeszcze raz za siebie, by zobaczyć, co robi Justin. Nic, widział tylko tę blond dziwkę. Zacisnęłam zęby i poszłam za Nathanem.

Chwilę potem znaleźliśmy się w pokoju Claire. Nathan przycisnął mnie do ściany i zaczął całować po szyi. Uwielbiałam, kiedy to robił. Oplotłam go rękoma i spojrzałam w jego oczy.
- Raz się żyje... - wyszeptałam, po czym wpił się w moje usta. Tak bardzo brakowało mi jego ust. Całował delikatnie, z uczuciem ale zarazem brutalnie. Zatrzymał ręce na moich pośladkach. Wskoczyłam na niego i oplotłam nogi wokół jego bioder. Nie odrywał się od moich ust. Przeniósł mnie na łóżko i delikatnie się na mnie położył. Zdjął moją bluzkę i zjechał niżej. Zaczął namiętnie całować mój dekolt i brzuch. Fala ciepła przeszyła moje ciało. Z trudem powstrzymywałam się od jęku. Oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w moje oczy, nie przestawając się uśmiechać. Zawsze tak robił, ale tym razem to nie zadziałało. Światło księżyca, wpadające do pokoju oświetlało jego czekoladowe oczy, w których znajdowały się miliony iskierek. Zaczęłam nerwowo spoglądać w jego oczy. Przypomniałam sobie, jak ostatnim razem mnie wykorzystał. Znowu wpadłam w to samo sidło. Znowu chciał to zrobić, chciał mnie zranić. Te głupie oczy...
- Nie. - powiedziałam drżącym głosem
- Co? - zapytał zdezorientowany
- Nie chce. Zejdź ze mnie.
- Słucham? - powiedział z miną mafiozy
- Zejdź ze mnie. Proszę. - zauważyłam, że przycisnął wargi, zaczęłam się go bać. Pozwolił mi zejść z łóżka, ubrałam bluzkę i już chciałam wyjść z pokoju, kiedy złapał mnie za rękę i przycisnął do drzwi.
- Nie ujdzie ci to na sucho, dziewczynko. - powiedział tuż przy moim uchu. Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z pokoju.

Biegałam po całym domu w poszukiwaniu choć jednej z moich przyjaciółek. Tłum trochę się przerzedził ale nadal było bardzo dużo osób imprezujących. Wbiegłam do kuchni i zastałam tam Chloe, całą uśmiechniętą. Wtuliłam się w jej ciało i zaczęłam płakać.
- Heeeeeeeeeeej, co się stało?
- Nathan. - łkałam jej w bluzkę
- Jest tutaj? - oburzyła się, nic nie odpowiedziałam, byłam za bardzo roztrzęsiona - Zrobił ci coś?
- Nie. Tak jakby, tzn nic. Ale... - zaczęłam się jąkać, kiedy Chloe ocierała mi łzy
- Dobra. Nic nie mów.
- Wracam do domu. - powiedziałam w końcu normalnie
- Zobacz lepiej, co Justin wyprawia.
- Widziałam. Jego sprawa. Idę. Pilnuj go, proszę.
Wychodząc zauważyłam, jak Claire nadal tuli się z Chrisem. To cudowne, że moja przyjaciółka znalazła miłość. Szkoda, że ja nie mam takiego szczęścia. Jednak wyglądała podejrzanie spokojnie. Na pewno coś wzięła. Zaśmiałam się na jej widok. Nigdzie nie widziałam Justina. Wyszłam z kamienicy. Wracałam do domu pustymi uliczkami LA, było około godziny 2 w nocy. Zadałam sobie pytanie: dlaczego ja muszę być taką idiotką?

---
Tyle spraw na głowie... ciężkie jest życie nastolatki.
Podoba Wam się rozdział?
K.

środa, 9 maja 2012

Rozdział 7


*Na zajutrz rano*
Stałam właśnie pod drzwiami mieszkania moich przyjaciółek, w dłoni trzymałam list od Justina. Chcąc obudzić dziewczyny, waliłam pięścią w drzwi. Wiedziałam, że spały. W końcu wczoraj ładnie zabalowały.
- Co jest? - drzwi otworzyła zaspana Chloe
- To jest! - pokazałam jej list i weszłam do środka
- Czyli co?
- Otwórz to się przekonasz.
Chloe otworzyła list i przeleciała go szybko wzrokiem. Zatrzymała się u dołu kartki:
- Justin... - wyszeptała. - CLAIRE, CHODŹ! - krzyknęła wystarczająco głośno by obudzić trzecią z nas.
- Czego, kurwa? - w przedpokoju znalazła się zakacowana Claire
- Czytaj - podała jej list
- "Droga Claudio... - zaczęła i wybuchnęła śmiechem
- Czytaj dalej - ponagliłam ją
- ...Nie wiem, jak ująć słowa, by nie wyszedł z tego oklepany tekst. Kiedy Cię zobaczyłem po raz pierwszy, Twoje światło uderzyło o moje serce. Tak, światło. Światło, które wydobywało się z Twojej duszy. Czy uwierzysz mi jeśli powiem, że na Twój widok kolana się pode mną ugieły, serce zakołatało i zabrakło mi tchu w piersiach? Wpadając na Ciebie, poczułem, że  właśnie Ty jesteś tą wspaniałą osobą, która zmieni całe moje życie. Sprawisz, że stanie się ono lepsze. Bardzo chciałbym Cię poznać. Będę czekał na Ciebie w parku przy Royal Street, w niedzielę o 17. Mam nadzieję, że się tam pojawisz. Justin."
- Wiedziałyście o nim? - odezwałam się, kiedy Claire skończyła czytać
- Chłopak wydawał się bardzo miły, trochę dziwny i nie z tego świata ale miły.
- I postanowiłaś podać mu mój numer i adres?
- Wybiegł za tobą z lokalu a potem wrócił i wręcz błagał o jakiś namiar na ciebie. - tłumaczyła się Chloe
- Co nie znaczy, że musiałaś mu podać!
- Po spotkaniu z tobą miał kurwiki w oczach, był oszołomiony. Od razu było widać, że wpadłaś mu w oko.
- Ale on wczoraj/dzisiaj w nocy mnie napadł, jak szłam z imprezy! - zdenerwowałam się
- WOW - zdziwiła się Claire
- Faktycznie. Jest trochę zdesperowany, ale podobasz mu się. Czy ty widziałaś, jak on wygląda? - Chloe zadała mi kłopotliwe pytanie
- Widziałam... - uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy
- No właśnie. Zrobiłam to dla twojego dobra. Taka znajomość z nowym kolegą dobrze ci zrobi.
- Zapomnisz o Nathanie. - wtrąciła się Claire
- Już zapomniałam.
- No jasne! - zakpiły obydwie
- A teraz idziemy do mojego pokoju, wybierzemy jakąś stylizację na dzisiejsze spotkanie. - odezwała się Chloe
- Ale ja nigdzie nie idę!
- CO?! - wydarły się na mnie, jak wtedy, gdy zbiłam Claire jej ulubioną szklankę do drinków
- Pstro. Nie idę. Nie jestem gotowa...
- Co? Jednak Nathan? - Claire zaczęła mnie podpuszczać
- Co? Nie. O nim już zapomniałam. Skończone.
- To marsz do pokoju! - rozkazała mi Chloe
- Nie ma mowy. Nawet go nie znam. - zaczęłam się bronić
- TO POZNASZ! - Claire wydarła się ponownie
- I nawet nas nie wkurwiaj! Ty wiesz, jak on na ciebie leci!? - wzburzyła się Chloe
- Nie przepuścisz takiej okazji! Nie pozwolimy na to! Do pokoju!

***
Minął już miesiąc, odkąd poznałam Justina. Myślę, że jeśli nie posłuchałabym moich przyjaciółek i nie poszłabym w tę niedzielę do parku, straciłabym szansę na zdobycie najcenniejszej rzeczy, jaka istnieje na świecie. Mianowicie, straciłabym szansę na nawiązanie nowej przyjaźni. Przyjaźni z Justinem.  "Nie taki diabeł straszny, jak go malują" - pomyślałam już po kilku minutach znajomości z Justinem. Justin jest naprawdę wspaniałym człowiekiem. Okazało się, że łączy nas bardzo dużo - mamy podobne zainteresowania, pasje i świetnie się dogadujemy. Nasza znajomość rozwija się z dnia na dzień. Uwielbiamy ze sobą przebywać, spędzać czas, chodząc np. do kina, czy spacerować. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Justinie, m.in. lubi grać na gitarze i w koszykówkę. Nie wiem, czy miesięczną znajomość można nazwać przyjaźnią ale jak inaczej nazwać dwoje ludzi, którzy nie potrafią bez siebie wytrzymać, uwielbiają razem spędzać czas i pomagają sobie w trudnych chwilach? Myślę, że przyjaźń jest bardzo odpowiednim określeniem. Justin powiedział mi, że ma problemy ze swoim tatą. Nie potrafi się z nim dogadać. Tata wywiera na nim presję, że Justin musi być najlepszy w szkole, w drużynie, wśród kolegów. Justin powiedział mi, że jestem jego ucieczką od tego zamieszania i, jak on to nazwał, "piekła" jakie przechodzi na codzień. To miłe. Teraz, nie potrafię wyobrazić sobie życia bez Justina. Jest dla mnie wszystkim - przyjacielem, bratem, opiekunem - potrafi pomóc w każdej sytuacji, rozbawić, pocieszyć ale też opieprzyć, gdy zrobię coś, czego nie powinnam. No właśnie. Nie podoba mu się to, że tyle piję i imprezuję. Ale co mogę zrobić? Jak ja mogę się zmienić? Dorastałam z moimi przyjaciółmi - alkusami i nie potrafię zmienić mojego imprezowego stylu życia. Justin jest dobrym chłopakiem z bogatej rodziny i przestrzega zasad moralności ale zauważyłam, że ostatnio ma tego dość. Często daje mi do zrozumienia, że miałby ochotę stać się jednym z mojej paczki. Chciałby się upić, zapalić...i nawet spróbować narkotyków, które on nazywa "tym gównem". Jednak zawsze jest coś, co go blokuje - jego tata. Sprawdza i kontroluje go na każdym kroku. Wydaje mi się, że Justin długo tak nie wytrzymie. Kiedyś pęknie i postawi się tacie. Szczerze mówiąc, czekam na to. Nie mogę znieść tego, jak jego to trapi.
Podsumuwując - jestem szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo szczęśliwa. Zyskałam nowego przyjaciela, a moi dawni przyjaciele zaakceptowali go w stu procentach. Justin jest ze mną przez cały czas, a to wszystko dzięki moim upartym przyjaciółkom.

***
- Idziemy do kina? - spytała Claire, kiedy bezczynnie leżałyśmy na jej łóżku, wpatrując się w sufit
- Nieee... - zajęczałam
- Jest sobota, zróbmy coś!
- Sory, dzisiaj nie mogę.
- Bo?
- Bo idę z Justinem do jego rodziców na kolację.
- Uuuuuuuuu - zabuczała Claire, po czym spiorunowałam ją wzrokiem - grubo.
- Rodzice Justina chcą po prostu poznać jego przyjaciółkę.
- Przyjaciółkę...no, no.
- Tak. Przyjaciółkę i nic więcej, głupolu.
- Na serio? Czy ty nie widzisz jak on się na ciebie patrzy? - wzburzyła się Claire
- A niech się patrzy.
- Powiem ci, że ma na co... - Claire walnęła swój typowy uśmiech i oberwała za to poduszką.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- CLAIRE! CHRIS PRZYSZEDŁ! - wydarła się Chloe sprzed pokoju, po czym Claire natychmiast zerwała się z łóżka.
- Uuuuuuuuuu! - zabuczałam a Claire odwróciła się z zabójczą miną seryjnego mordercy - No co...
- Gówno. - syknęła i wyszła z pokoju.

Razem z Chloe siedziałyśmy w jej pokoju, słuchałyśmy muzyki, zażerając się słodyczami i robiłyśmy to, co zawsze robimy kiedy nam się nudzi - pisałyśmy zboczone wiersze.
Dostałam od Justina wiadomość, żebym była gotowa o 18. Tak, więc musiałam zabić te kilka godzin spędzając czas z moimi przyjaciółkami. Znaczy się z jedną. Druga zabawiała się w pokoju ze swoim kolegą.
- O kurde. Muszę lecieć. Wieczorna zmiana. - wyrwała się Chloe, kiedy przypomniało jej się, że musi iść do pracy.
- Ughh...a ja co mam robić?!
- Idź do domu albo zostań tu... z nimi. - zażartowała Chloe
- To idę do domu. - powiedziałam stanowczo
Kiedy wyszłyśmy z jej pokoju Claire z Chrisem siedzieli w salonie i oglądali film.
- O BLEE... - zajęczałam, śmiejąc się z nich
- Zazdrościsz? - odezwał się Chris
- Tobie? Tak. - odpowiedziałam, ubierając buty do wyjścia.
- Też cię kocham robaczku! - zawołała Claire
- Ja ciebie też. Narazie gołąbki! - walnęłam drzwiami, jak to mam w zwyczaju robić i wyszłam na ulicę. Miałam jeszcze 2 godziny do spotkania z Justinem, więc poszłam do domu i zaczęłam w spokoju wybierać ubrania. Założyłam normalne jeansy, białą koszulę, marynarkę i baleriny. Chciałam wyglądać ładnie, schludnie ale bez przesady. Nałożyłam delikatny makijaż i rozpuściłam włosy. Moje loki delikatnie opadały mi na ramiona. Zadzwonił dzwonek do drzwi i szybko zbiegłam ze schodów, rzucając rodzicom hasło, że wychodzę. Za drzwiami czekał na mnie Justin i przywitał mnie delikatnym całusem w policzek. Poczułam jego silny zapach i natychmiast zakręciło mi się w głowie.
- Dobrze się czujesz? - zapytał zaniepokojony, zauważył, że się zachwiałam
- Tak, tak. Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się delikatnie
- Ślicznie wyglądasz - wpatrywał się w moje oczy jak zaczarowany. Zawsze, kiedy na mnie patrzył jego oczy zamieniały się w czekoladowe iskierki. Miał piękne oczy...jak Nathan. Tylko nie to...
- Chyba musimy już jechać - przerwałam tę nadzwyczaj miłą chwilę
- No jasne - wziął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. To może dziwne, jak na przyjaciół ale często chodziliśmy za rękę i przytulaliśmy się. Może po prostu boję się przyznać, że czuję do niego coś więcej i boję się nazwać tej znajomości inaczej jak przyjaźnią. "Chwila! Znasz go dopiero miesiąc! Poczekaj jeszcze trochę!" - skarciłam się w myślach.

Kiedy byliśmy już przed domem jego rodziców, Justin spytał zdenerwowany:
- Na pewno chcesz tam iść?
- Tak. Dlaczego nie? - zapytałam
- Moi rodzice są dość specyficzni...
- Tak, jak wszyscy. Spokojnie. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie
- I z góry przepraszam za mojego ojca.
- Wejdźmy już do środka i przestań się denerwować. Będzie jak będzie. - wyszłam ze samochodu i zamknęłam za sobą drzwi ale Justin nadal siedział w środku.
- Justin, wyjdź. - zapukałam w szybę
- Nie. - usłyszałam jego stanowczy ton
- Wyjdź.
- Nie.
- No wyjdź, matole i przestań się upierać. - otworzyłam drzwi
- Matole? Matole? - Justin od razu wyrwał się ze samochodu, podbiegł do mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać tak bardzo, że rozbolał mnie brzuch.
- Matole? Nadal będziesz mnie nazywać matołem? - staliśmy na ulicy, w objęciach i zapłakani ze śmiechu. Znów to zrobił. Spojrzał mi w oczy a moje ciało przeszył gorący prąd.
- Idziemy? - zapytałam
Złapał mnie za rękę i wprowadził do domu. Jego rodzice powitali mnie bardzo serdecznie i nakazali mówić do siebie po imieniu. Emma i Robert. Przez całą "ceremonię powitania" widziałam, że Justin czuje się niezręcznie i kiedy jego tata zaczął zachwalać syna, jakie to ma wyśmienite wyniki w sporcie, Justin tylko przewracał oczami.
- Justin! Zachowuj się, synu! - Robert zauważył lekceważenie syna
- Przecież nic nie robię. Kiedy kolacja? - zwrócił się do mamy, chcąc uniknąć konfrontacji z ojcem
- Sally właśnie podała. Zapraszam was, moi drodzy.
W mojej głowie pojawiło się tylko wyrażenie "O kurczę!". Nie dość, że Justin ma wspaniały dom - schludny, bardzo elegancko urządzony, wszędzie nowoczesne sprzęty i dużo szkła, to jeszcze ma gosposię na zawołanie. Niewiarygodne.
- Justin, zasuń za Claudią krzesło. - Robert zwrócił mu uwagę
- Przecież właśnie to zrobiłem. - syknął Justin
- Zmień ton, młodzieńcu. Mamy gościa.
Z czasem atmosfera w domu Justina stawała się coraz bardziej napięta. Wyczułam, że Justin się denerwuje. Teraz jestem świadkiem, tego wszystkiego, o czym Justin mi opowiadał. Faktycznie, jego ojciec zwraca mu uwagę na każdym kroku: "Siedź jak człowiek", "Zdejmij tę rękę ze stołu". Justin oddawał ojcu bezczelne odzywki.  Jego mama im się tylko przyglądała, widać było, że ma już dość tych sprzeczek ale nie miała ochoty się wtrącać. Rodzice Justina zadawali mi podstawowe pytania, dotyczące mojej szkoły, rodziny i zainteresowań. Wydawali się bardzo mili ale tata Justina był bardzo cięty na syna. W pewnym momencie Robert zwrócił się do mnie i powiedział coś, co mógłby zostawić dla siebie:
- Jesteś wspaniałą dziewczyną. Jak ty możesz spotykać się z takim nieudacznikiem?
Ręka Justina momentalnie zamieniła się w pięść i uderzyła o stół. Czułam się bardzo niezręcznie w takiej sytuacji. Justin był wściekły na ojca.
- Chyba już pójdziemy. - odezwał się Justin, z trudem blokował się by nie wybuchnąć
- Już? Jeszcze nie zjedliście deseru. - oznajmiła Emma
- Odpuścimy sobie. - Justin złapał mnie za rękę i wyprowadził do przedpokoju
Zdążyłam jeszcze podziękować rodzicom Justina za kolację i opuściliśmy jego dom.
Gdy byliśmy już w samochodzie, Justin się odezwał:
- Dziwisz mi się, że nie chciałem tam z tobą iść?
- Nie było zbyt miło. - czułam się skrępowana zajściem, które miało miejsce chwilę temu
- Mam dość ojca i tego domu! Przepraszam, że musiałaś tego wysłuchiwać.
- Rozumiem cię. Nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina.
- Nie chcę dzisiaj wracać do domu. Nie chcę! Mam ich dość! - Justin zaczął agresywnie uderzać w kierownicę
- To, co masz zamiar robić?
- Nie wiem. Jedziemy. - powiedział i przekręcił kluczyk w stacyjce
- Dokąd? - zapytałam zdziwiona
- Przed siebie... - na Justina twarzy pojawił się uśmiech adrenaliny.
Była dopiero godzina 20:00. Justin ruszył a ja zastanawiałam się, jakie niespodzianki przyniesie mi jeszcze ta sobota...

---
Małe sprostowanie - Justin, to tylko imię. Nie ma on nic wspólnego z jakimkolwiek artystą. Chociaż jestem #Belieber i pisząc imię Justin, mam przed oczami mojego idola, to nie występuje w tym opowiadaniu Justin Bieber. Oczywiście, wyobrażanie sobie Justina jako JB nie jest zabronione, więc... miłej lektury ;)
K.

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 6


Minęło kilka dni odkąd dostałam bukiet róż od tajemniczego "J". Te kilka dni były przepełnione radością, uśmiechem i czasem spędzonym w gronie przyjaciół...o dziwo... bez używek. Od kilku dni jestem "czysta". Nie palę, nie biorę, nie piję. Podobnie jak moje przyjaciółki. Claire uśmiech nie schodzi z twarzy. To za sprawą Chrisa, tych dwoje ostatnio spędza ze sobą coraz więcej czasu. Nie potrafią się od siebie oderwać...tzn. od swoich ust. Jednak zachowanie Chloe jest podejrzane. Co prawda, zawsze zachowywała się dziwnie, ale teraz przechodzi samą siebie. Siedzi cicho, zamyślona, czasami śmieje się sama do siebie i unika kontaktu wzrokowego, szczególnie ze mną. Jakby coś przede mną ukrywała. Często docina mi w temacie "miłości". Hmm...docina? Raczej mówi, że niedługo znajdę prawdziwą miłość. Jakby wiedziała więcej o moim życiu niż ja...
Szłam właśnie do mieszkania Claire i Chloe. Przechodziłam przez park i zatłoczone ulice Los Angeles. Miałam niesamowity humor, jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. To przez te kwiaty, stojące w moim pokoju. Potrafiłam sobie wyobrazić ten niesamowity zapach, który się z nich wydobywał. To niewiarygodne, jak taki mały gest przysłania kwiatów może całkowicie zmienić czyjeś życie. Od tamtej pory chodzę cały czas uśmiechnięta i zastanawiam się kim jest tajemniczy "J".
Drugim czynnikiem wpływającym na moje samopoczucie było to, że od kilku dni nie widziałam Nathana. I dobrze. Powoli zapominam, powoli.
Kiedy doszłam już pod drzwi mieszkania moich przyjaciółek, usłyszałam głośne śmiechy. Stwierdziłam, że nie będę dzwonić i po prostu do nich wejdę. Śmiechy wskazywały na to, że świetnie się bawią, więc chcąc wmieszać się w atmosferę "śmiechawy", agresywnie otworzyłam drzwi i wleciałam do ich mieszkania z wielkim uśmiechem na ryju:
- WITAM WAS MOJE DROGIE!
Byłam w szoku po tym, co zobaczyłam.
- Cześć, Claudia. - uśmiechnął się Chris.
- ssssssssssshit! - krzyknęłam i natychmiast zamknęłam drzwi.
Wybiegłam przed kamienicę i myślałam nad tym co zobaczyłam. W środku zastałam Chrisa i Claire na kanapie. Oboje w samej bieliźnie. Claire siedziała na nim okrakiem i całowała jego szyję. W mojej głowie powtarzałam "Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę!". Zauważyłam, że Chloe wraca do domu, na jej widok zaczęłam się śmiać jakbym była chora psychicznie. Podbiegłam do niej i zaczęłam ją mocno ściskać, dusząc się przy tym ze śmiechu.
- Gdzie ty byłaś? Co ci jest? - przerwała Chloe
- U ciebie w domu! ahahahahhaa! Nie zgadniesz KOGO tam zastałam! - zaczęłam figlarnie poruszać brwiami, moja przyjaciółka od razu zorientowała się o co chodzi.
- Nieeee... - powiedziała z niedowierzaniem i wytrzeszczyła oczy. - Chodźmy tam!
- Ogłupiałaś? Daj jej się zabawić. - powiedziałam to z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Zanim Chloe cokolwiek odpowiedziała, dostałam smsa: "Wracaj. - Claire".
- Hahahaha ona cię zabije! - Chloe zaczęła się dusić
- Chyba nie będzie tak źle.
Właśnie stałyśmy wszystkie trzy w pokoju Claire. Tak, opieprzała mnie.
- Ty idiotko... - zwróciła się nagle do mnie nasza ...latawica.
- No co? - nadal uśmiechałam się jak debil.
- No nic no. - Claire rzuciła się na łóżko i zaczęła się śmiać. Wraz z Chloe dołączyłyśmy się do niej i leżąc na łóżku śmiałyśmy się jak najgłośniej potrafimy.
- Z czego my się w ogóle śmiejemy? - przerwałam nagle nasze figle
- Z tego, że nadal jestem dziewicą. - odezwała się Claire. Nawet nie chcąc zaczęłam się śmiać jak debilka. Dlaczego to jest takie śmieszne? Przecież przerwałam mojej przyjaciółce najważniejszy moment jej życia. Świetnie.
Siedziałyśmy w salonie, oglądałyśmy film i zajadałyśmy się ciastkami, kiedy mój telefon zaczął dzwonić:
- Wbijajcie do szto! Mamy pełno żarcia, robimy imprezę! - w słuchawce usłyszałam głos Toma.
- Dobra, o której?
- Teraz!
Rozłączyłam się i powiedziałam moim przyjaciółkom o pomyśle Toma.
- Juhu, znowu się zalejemy! - Claire najwidoczniej spodobał się ten pomysł.
Zaczęłyśmy się malować i ubierać. Każda z nas założyła coś naprawdę seksownego. Kiedy Chloe była w łazience, jej telefon zaczął dzwonić.
- CHLOE! TELEFON! DZWONI JAKIŚ J...JUSTIN! - Justin? A skąd ona zna jakiegoś Justina?
Chloe mometalnie wbiegła do pokoju, wyrwała mi telefon z ręki i wróciła do łazienki.
- Justin? - zwróciłam się z krzywą miną do Claire
- Nie znam. - odpowiedziała to w taki sposób, jakby coś ukrywała.
"No zaraz! Chloe może ma chłopaka i nie chce mi o tym powiedzieć?" - pomyślałam. Coś kazało mi iść podsłuchać jej rozmowę.
- Gdzie ty do cholery idziesz?! - krzyknęła za mną Claire
- Cicho! - rozkazałam jej i usiadłam pod drzwiami łazienki. Wiem, że to nie ładnie podsłuchiwać, tymbardziej swoją przyjaciółkę ale jednak ten "Justin" nie dawał mi spokoju.  Kto to jest? Usłyszałam tylko kilka zdań, wypowiedzianych przez Chloe: "Idziemy do szto.", "Tłumaczyłam ci", "Tylko uważaj", "Nie może cię zauważyć".
- O co tu chodzi? - wyszeptałam siedząc pod drzwiami.
Zorientowałam się, że Chloe wychodzi, więc momentalnie ruszyłam w stronę pokoju Claire. Po drodze uderzyłam się stopą o filar.
- Ała! - wleciałam do pokoju, potwornie przy tym jęcząc
- A to kara za podsłuchiwanie. - odezwała się Claire
- Weź wyjdź. Co to jest za Justin?
- Mówiłam ci, że nie znam.
- Jasne... - spojrzałam na nią a ta odwróciła wzrok. Ona coś wie i nie chce mi powiedzieć.
- Dziewczyny! Idziemy! - usłyszałam Chloe, wołającą nas sprzed pokoju.

Wracałam z imprezy z naszego szto. Było dużo ludzi, dużo alkoholu i głośna muzyka. "Jak dobrze, że jutro jest niedziela..." - pomyślałam. Moje postanowienie abstynencji skończyło się, kiedy kilka godzin temu wzięłam pierwszy łyk kolorowego drinka. Spojrzałam na zegarek, była prawie 3. w nocy. "To już jest niedziela" - pomyślałam. W pewnym momencie zawiał wiatr i poczułam ten "niesamowity zapach". "No co jest kurwa?!" - zaklnęłam pod nosem i zaczęłam się oglądać za siebie. Cały czas miałam wrażenie jakby ktoś mnie śledził. Przyspieszyłam trochę i otrzymałam smsa: "Pięknie wyglądasz. J.". Miałam ochotę odpisać, lecz strach podpowiadał mi żebym jak najprędzej znalazła się w domu. Teraz mam pewność, że ktoś mnie śledzi. Czułam, że ten ktoś jest coraz bliżej, a "ten zapach" się nasilał. Zrobiło mi się niedobrze i zaczęłam biec. Nie odwracałam się ale czułam, że ten ktoś biegnie za mną. Ten zapach. To on. To on za mną biegnie. "J". Czułam to. Byłam już coraz bliżej mojego domu, gdy usłyszałam wołanie: ZACZEKAJ! Nie odwróciłam się, po prostu biegłam dalej sparaliżowana strachem. Wołanie się powtórzyło a ja biegłam coraz szybciej. W końcu poczułam jak ktoś dopada mnie od tyłu i odwraca w swoją stronę.
- Miałaś zaczekać. - trzymał mnie za ramiona, zdyszany tak jak ja, patrzył mi głęboko w oczy.
Poczułam jego silny zapach, który uderzył w mój żołądek. Zrobiło mi się słabo i niedobrze.
Czułam bijące od niego ciepło. Miałam wrażenie, że widzę go nie pierwszy raz. Nie bałam się ale nie potrafiłam odezwać się ani słowem. Jego zapach mnie paraliżował.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nie chciałem tego zrobić. Ale już nie mogłem wytrzymać. Chciałem cię poznać. Przepraszam, że cię śledziłem. - zaczął się tłumaczyć i nadal trzymał mnie za ramiona. W pewnym momencie go rozpoznałam. Latarnia uliczna była kilka metrów od nas i oświetlała jego twarz. To chłopak, który wpadł na mnie w barze i oblał kawą. Uśmiechnęłam się do niego. Nie bałam się.
- Jestem Justin. - puścił mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
Uścisnęłam jego dłoń a przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz. Chwila... Justin? W moje głowie rozpoczęło się tornado myśli: Justin, kawa, "J", zapach, telefon do Chloe.
- Dziękuję za kwiaty. Są przepiękne. - odezwałam się w końcu a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Chciałem cię przeprosić za oblanie kawą ale tak szybko się ulotniłaś, że nie mogłem cię potem znaleźć. Więc wpadłem na pomysł, że wyślę ci kwiaty...
- Skąd znasz mój adres? - spojrzałam na niego podejrzliwie
- Zauważyłem, że wcześniej rozmawiałaś z dziewczyną, która tam pracuje...
- Chloe.
- Tak, to ona podała mi adres. I numer twojego telefonu.
- A dlaczego mnie śledziłeś?
- To ci wszystko wytłumaczy... - podał mi kartkę zwiniętą w rulon i przewiązaną czerwoną kokardką - To list ode mnie...do ciebie. Chciałem ci go osobiście podrzucić do domu.
Wzięłam od niego list i chciałam go otworzyć ale zabronił mi. Powiedział, że mam go przeczytać później, na osobności. Cały alkohol który znajdował się w moim ciele, wskutek przeżytych wydarzeń, wyparował.To, co się dzieje, to jakaś bajka. Stoi przede mną przystojny, zadbany, dobrze ubrany chłopak i podaje mi list. Wcześniej wysłał mi kwiaty. Czy to mój ideał?
- Czyli, że przez ten cały czas kontaktowałeś się z Chloe?
- Tak, chciałem cię poznać.
- Chyba będę musiała jej podziękować. - po moich słowach, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Jeszcze raz przepraszam, że cię przestraszyłem. Ale kiedy cię zobaczyłem po prostu nie mogłem się powstrzymać żeby ci napisać jak ładnie wyglądasz.
Poczułam, że się rumienię. To chyba normalne. Gdy ze mną rozmawiał patrzył mi głęboko w oczy, co mnie onieśmielało. Cała się trzęsłam. I jeszcze jego zapach... Wzięłam głeboki oddech:
- Dziękuję ci za kwiaty i list. Cieszę się, że cię poznałam. - chciałam już od niego odejść ale ten znów złapał mnie za ramiona.
- Obiecaj, że przeczytasz ten list.
- O...obiecuję. - jego oczy lśniły, byłam przerażona tym co się dzieje. Rozpływałam się pod wpływem jego dotyku. Co się ze mną dzieje? Ten nieznajomy chłopak działa na mnie mocniej niż jakikolwiek narkotyk. Znów poczułam jego silny zapach i zakręciło mi się w głowie.
- Muszę juz iść. Dobranoc.
- Do zobaczenia. - zaczęłam się go bać. Wyrwałam się z jego uścisku i poszłam przed siebie. Odwróciłam się na chwilę i zauważyłam, że usiadł na ławce. "Co jest z nim nie tak?" - zdziwiłam się i poszłam dalej.
Kiedy siedziałam juz na moim łóżku, spojrzałam na kwiaty od... Justina. Dziwiłam się, że jeszcze nie zwiędły. Minął prawie tydzień odkąd je dostałam.
Nadal czułam jego zapach. Wzięłam list do ręki. Byłam roztrzęsiona, nie wiedziałam czego oczekiwać. Zaczęłam czytać...

---
Co myślicie o tym rozdziale? ;)
K.

wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 5


- MOJE ŻYCIE JEST DO DUUUUPYYYY!!! - leżałam na łóżku Claire i beczałam jak małe dziecko.
- Ashley to dziwka. Weź się w garść...- usiadła przy mnie.
Po kilkunastu minutach wylewania łez, wstałam z łóżka i zaczęłam nerwowo kręcić się po jej pokoju. Na szczęście, Claire mieszka z Chloe i żadni rodzice nie wejdą teraz do pokoju i nie zaczną wypytywać, co się stało. Znudzona ciągłym dreptaniem, stanęłam i zaczęłam ciężko oddychać.
- To nie twoja wina, że się zakochałaś... Powiesz mu? - zapytała Claire
- Oczywiście, że nie!
- Jak chcesz.
- Kończymy ten temat. Nie mam zamiaru już o tym rozmawiać. - ucięłam
- Wybierz sobie jakąś bluzkę z szafy. Masz plamę po tej kawie.
Claire wyszła do kuchni, zaczęłam nerwowo przebierać jej ubrania. Byłam roztrzęsiona dzisiejszym wydarzeniem. Postanowiłam, że muszę wyleczyć się z uczucia do Nathana. Muszę od tego uciec. Zapomnieć, jakbym nigdy nic do niego nie czuła. I tak się stanie.
- Ughhhhhhh. Pieprzony dupek! - zaklnęłam, kiedy jeszcze wilgotna od kawy koszulka dotknęła mojej twarzy przy jej zdejmowaniu. Miałam na myśli tego chłopaka, który na mnie wpadł i mnie oblał. Co za debil.
Weszłam do kuchni, kiedy Claire rozmawiała przez telefon. Nalałam sobie soku, przysłuchując się rozmowie mojej przyjaciółki. Wydawało mi się, że załatwiała jakiś ..."towar". No jasne...
- Wbijamy do szto - oznajmiła kiedy skończyła rozmawiać. - Angus i Tom już tam są, Chloe zaraz kończy pracę.
- Dobra, to idziemy.
- I nie martw się. Proszę cię, żebyś już dzisiaj o nim nie myślała. Masz miło spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi. Rozkazuję ci się uśmiechać!
- Rozkazujesz mi? - momentalnie się uśmiechnęłam.
- Tak. Idziemy się bawić.

Siedzieliśmy w szto całą gromadą, słuchając muzyki. Robiliśmy to, co zawsze. Odpoczywaliśmy. Angus odwalał (jak zwykle) dziwne akrobacje, które on nazywa tańcem a reszta siedziała na kanapie i przysłuchiwała się dziwnym jękom, które Angus wydobywał podczas swoich popisów.
- Zamkniesz się w końcu?! - wypalił Tom
- Nie. - i Angus kontynuował swoje przedstawienie.
Normalka. Uśmiechnęłam się, widząc te wszystkie miny. Claire, Chloe, Angus, Tom - kocham ich nad życie. Chociaż czasami niesamowicie grają na nerwach, nie oddałabym ich nigdy.
- Ale czad! Dzisiaj robią imprezę w strażnicy! - krzyknęła Chloe, patrząc się ekran swojego telefonu.
- Ugh, znowu...? - zajęczała Claire
- Pewnie będzie Chris... - wyszczerzyłam się do niej
- O której zaczynają? - Claire momentalnie zwróciła się do Chloe
- O 20.
- Mamy jeszcze sporo czasu. - wzdychał Tom
- Czyli nici z dzisiejszego wieczoru filmowego? - zwróciłam sie do dziewczyn
- Oj tam, oj tam. - uśmiechnęła się Claire. Jej mina dawała do zrozumienia, że ma ochotę wybrać się na tą imprezę. Widać było, że wręcz kipi szczęściem. Zapomniałam nawet o swoim problemie. Kiedy ona się uśmiecha, ja się uśmiecham.

Około godziny 18 wyszliśmy ze szto i każdy skierował się w stronę swojego domu. Umówiliśmy się, że spotkamy się w parku obok strażnicy, około godziny 20. Kiedy weszłam do domu, bezpośrednio udałam się do kuchni. Byłam tak głodna, że nie myślałam o niczym innym, jak o pysznych tostach z serem.
Przygotowałam swoje danie i usiadłam przy stole. Kiedy zaczęłam konsumować tosty, do kuchni weszła mama... bardzo ładnie ubrana.
- Wychodzisz gdzieś? - zdziwiłam się
- Tak, razem z tatą wychodzimy do znajomych. Zapomniałaś?
- Zapomniałam. Mamo...
- Tak?
- Idę dzisiaj na imprezę... - chciałam żeby wiedziała, nie lubiłam jej okłamywać.
W odpowiedzi usłyszałam tylko jej westchnienie i następnie wyszła z kuchni. Dobrze wiedziała jak kończą się moje imprezy. Nie dziwię jej się, że "westchnęła".
- Znowu przyjdziesz nawalona? - do kuchni weszła moja siostra. Największa zmora tego domu i najtępszy człowiek jakiego kiedykolwiek spotkałam. Pewnie znowu podsłuchiwała.
- Nie interesuj się.
- Spoko - wypowiedziała to słowo z taką obojętnością, że zaczęłam podejrzewać, że znowu coś knuje. Postanowiłam, że nie będę się przejmować. Za godzinę wychodzę na imprezę, mam zamiar się wyluzować.
- AHA! ZAPOMNIAŁAM! - do kuchni z powrotem wpadła mama. - W pokoju czeka na ciebie niespodzianka, pewnie od jakiegoś wielbiciela. Kiedy moja siostra dostała napadu śmiechu spowodowanego słowami mojej mamy, ja natychmiast wybiegłam z kuchni. Co ona powiedziała? Wielbiciela? Moje serce zaczęło szybciej bić, zaczęłam sie gotować z przerażenia, co to może być. W mojej głowie siedziała tylko jedna osoba i od razu o niej pomyślałam. Kiedy weszłam do pokoju, zamarłam:
- Jezu. - na stole stał przepiękny bukiet czerwonych róż - Co to ma być?
Jestem bezczelna, niemiła i wredna. Ale mam uczucia, które skrywam pod maską złośliwości i doceniam taki gest, jak przysłanie bukietu kwiatów. Po takim czymś na pewno mu wybaczę. Tak, myślałam, że ten prezent jest od Nathana, do póki nie znalazłam liściku. Głupia ja. Po co niby Nathan miałby mi przysyłać kwiaty? Lecz się, dziewczyno.
Otworzyłam liścik: "Przepraszam. J."
- J? Jaki "J"? I dlaczego mnie przeprasza? - zaczęłam coś bredzić. Nie miałam pojęcia kim jest ten cały "J".  Byłam w szoku. Takich pięknych róż jeszcze nie widziałam. Mimowolnie dotknęłam kwiatów i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czułam się naprawdę bardzo dobrze, było mi miło, że ktoś przysłał mi kwiaty. Ale kto?
Ten ktoś idealnie wyczuł sytuację, poprawił mi humor jak nikt inny. Już uszykowana na imprezę miałam zamiar wyjść z pokoju, kiedy jeszcze raz podeszłam do wazonu z kwiatami. Nachyliłam się i poczułam cudowny zapach. Nie, nie kwiatów. O dziwo, był to zapach męskich perfum, który mieszał się z zapachem kwiatów. Zapach przeszył moje ciało, zrobiło mi się milej na sercu.
- Dziękuję. - powiedziałam do kwiatów, jakbym mówiła do ich nadawcy.

Była godzina 23.30 kiedy postanowiłam, że wyjdę z imprezy. Bawiłam się naprawdę znakomicie. Trochę alkoholu nigdy nie zaszkodzi. Posłuchałam rozkazu Claire i uśmiech towarzyszył mi przez cały wieczór. Wokół przyjaciele i dobra muzyka. Tego wieczoru nie widziałam również Nathana, co znacznie ułatwiło mi zabawę. Odbyłam ciekawą rozmowę z Austinem, podczas której zaprzeczyłam jakimkolwiek uczuciom, którymi darzę Nathana. Po co ma wiedzieć? Wolę zostawić to dla siebie i sama sobie z tym poradzić. Dam radę. Zapomnę.
Kiedy wracałam przez park, było naprawdę ciepło i gwiazdy świeciły na niebie. Byłam bardzo zmęczona, więc postanowiłam, że ściągnę szpilki i pójdę boso. Wydawało mi się, że gdzieś za mną słyszę cichy śmiech... Byłam jeszcze lekko odurzona alkoholem, więc zignorowałam moje przypuszczenia.
Szłam ulicą przy plaży, wsłuchiwałam się w szum oceanu, małe kamyczki wbijały się w moje gołe stopy. Ciepły wiatr lekko podwiewał moją sukienkę. W pewnym momencie stanęłam i nieokreślone uczucie ciepła przebiło moje ciało. Poczułam ten niesamowity zapach, kryjący się w różach, które dostałam kilka godzin temu. Zapach ten spowodował, że zakręciło mi się w głowie. Ale skąd tutaj ten zapach? Rozejrzałam się dookoła, myśląc, że ktoś mnie śledzi, niestety lub na szczęście nikogo nie było.
- Koniec z piciem - powiedziałam pod nosem. Już mi odwala. Mam jakieś halucynacje. Przyspieszyłam trochę kroku i w niesamowicie szybkim czasie znalazłam się w domu. Weszłam do pokoju i na widok czerwonych róż znowu się uśmiechnęłam. Mój pokój był przesiąknięty "cudownym zapachem". Usiadłam na łóżku i przyglądałam się kwiatom - ciekawe kto mnie tak bardzo lubi, że postanowił przysłać mi kwiaty? I za co mnie przeprasza? Wydarzenie związane z tą niespodzianką zmusiły mnie do refleksji nad moim zachowaniem.
- Muszę się zmienić. Będę normalną dziewczyną, która nie pije i nie pali. Będę grzeczna.
Zmęczona przeżyciami dzisiejszego dnia, zasnęłam. Zasnęłam topiąc się w obłoku męskich perfum, które działały na mnie jak narkotyk...

---

Przepraszam, że tak długo zwlekałam z napisaniem tego rozdziału ale nie miałam ostatnio czasu. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Piszcie w komentarzach, co myślicie!
K.