niedziela, 15 kwietnia 2012
Rozdział 4
Nathan? A w dupie go mam. Nie będę przejmować się takim idiotą. To był mały, nieznaczący epizod w moim życiu. Nie mam zamiaru o nim myśleć ani wymyślać planu zemsty, jak to mam w zwyczaju robić. Leżałam rano w łóżku i ZNOWU rozmyślałam o moim ciekawym i pełnym niespodzianek życiu.
- JEZU! DZISIAJ JEST PONIEDZIAŁEK! - wykrzyknęłam i wyleciałam z łóżka, jak torpeda. Wbiegłam do łazienki i dopiero wtedy zorientowałam się, że jestem we wczorajszych ciuchach. Wykąpałam się, ubrałam i wymalowałam.
- Nareszcie wyglądam jak człowiek. - odetchnęłam z ulgą.
Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby i wzięłam telefon do ręki - miałam kilka nieodebranych połączeń od Tom'a. Zegarek wskazywał 10:26 - "hmm...zdążę na czwartą lekcję" - pomyślałam. Zeszłam na dół do kuchni, spakowałam śniadanie do torby i wybiegłam z domu. Nie mieszkam zbyt blisko szkoły i ze względu na godzinę musiałam biec. Autobus szkolny o tej godzinie niestety nie podjedzie. Biegłam przez park, kiedy zadzwonił mój telefon:
- HALO? - wykrzyknęłam zdyszana.
- Gdzie ty jesteś? - odezwał się Tom - I dlaczego tak dyszysz? - gdy wypowiedział te słowa usłyszałam w słuchawce rechot jego kolegów.
- *Właśnie się bzykam* - pomyślałam - jestem w parku, zaraz będę w szkole.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i pokonałam ostatnie metry, dzielące mnie ze szkolnym boiskiem. Gdy weszłam do szkoły miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, niektórzy zaczęli coś szeptać. Nie czułam się komfortowo w takiej sytuacji, chciałam wiedzieć o co tym ludziom chodzi. Podeszłam do mojej szafki i wrzuciłam do niej torbę. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się i zobaczyłam Austina, który jak tylko się odwróciłam z impetem przygniótł mnie swoim ciałem do stojących za mną szafek.
- Odsuń się! - wymamrotałam, był zbyt blisko mnie żebym mogła cokolwiek prawidłowo wypowiedzieć.
- Jak mi powiesz, co było zadane z angielskiego. - wyszeptał przy moim uchu.
Zaczęłam się śmiać i go odepchnęłam. Austin to mój niedawno poznany kolega. Ten szarooki słodziak ma chyba najlepszą klatę ze wszystkich moich kolegów. Nie powiem, jest bardzo przystojny ale nie ma w sobie nic specjalnego, co mogłoby spowodować u mnie uczucie pożądania. Traktuję go jak przyjaciela. Cenię go za jego błyskotliwość, spontaniczność i poczucie humoru. Przeszkadza mi jednak to, że przesadnie flirtuje z dziewczynami. Jest w tym podobny do swojego najlepszego przyjaciela - Nathana.
- Ty mnie pytasz? Hahaha, odsyłam do Chloe! Ona napewno będzie wiedzieć.
- Chloe nie ma w szkole, pewnie dzisiaj pracuje. Dopiero teraz przyszłaś? - zauważył, że dopiero wypakowywałam książki - Upojna noc, co? - powiedział z zadziornym uśmiechem na twarzy.
- Weź się odczep. Zaspałam. Która godzina? - zapytałam i akurat odezwał się dzwonek na lekcję.
- Nasza ostatnia. Teraz fizyka.
Zamknęłam szafkę i wyruszyłam z Austinem w stronę klasy. Będąc tuż przed salą, nie wiem dlaczego, moja intuicja kazała mi się odwrócić. Zrobiłam to i wskutek tego, co zobaczyłam moje ciało pożarło uczucie sparaliżowania, strachu, nienawiści, bólu i niedowierzania. Widziałam Nathana całującego się w kącie z... Ashley. "CO TA DZIWKA Z NIM ROBI?!" - krzyczałam w duszy. Nie byłam wściekła na niego, tylko na tą... dziwkę. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie chciałam na nich patrzeć ale nie mogłam przestać. Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Usłyszałam tylko słowa Austina, który również ich zauważył:
- Osz w morde! Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. No w końcu! - cieszył się jak pojebany, że jego kumpel całuje się z największą dupodajką w szkole. Poczułam się upokorzona jego słowami ale przecież nie wiedział, że coś czuje do Nathana.
- Wejdźmy do klasy. - powiedziałam nieco przytłoczonym głosem i skierowałam się do środka. Usiadłam w ławce z tyłu. W lekcji uczestniczyłam tylko fizycznie, myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Analizowałam całe zdarzenie, które miało miejsce na korytarzu. Zdałam sobie sprawę, że moje uczucia do Nathana są naprawdę głebokie. Jedna strona mnie zmuszała drugą żeby zapomniała o tym chłopaku ale ta druga, która była silniejsza, bo kierowała się uczuciami stanowczo odmawiała. Chociaż mnie wykorzystał, nie potrafię o nim zapomnieć. Teraz czuję się podwójnie zraniona. Podczas, gdy walczyłam ze swoimi uczuciami na moją ławkę podrzucono liścik.
- "Widziałem twoją minę. Musimy pogadać. -Austin"
I za chwilę pojawił się kolejny:
- "Co jest? -Claire" - spojrzałam na nią załamanym wzrokiem i pokiwała głową, że rozumie. Zczaiła, że jest to sprawa do przegadania. Pierwszy liścik zupełnie zignorowałam. Co mógłby mi powiedzieć? Że zakochałam się w nieodpowiednim dla mnie chłopaku? To sama wiem.
Zadzwonił dzwonek, kończący lekcję i widząc, że Austin ma zamiar do mnie podejść, wybiegłam z klasy. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ja już wszystko wiem - muszę trzymać się z dala od Nathana. Ale nie porafię. Opuściłam budynek szkoły i skierowałam się w stronę plaży. Miałam zamiar iść do Chloe, która pracowała w barze Starbucksa przy plaży, o czym dzisiaj zapomniałam. Nie interesowało mnie to, że będę mieć (kolejne) kłopoty za opuszczenie zajęć. Musiałam z kimś pogadać. Czułam się okropnie. Idąc zatłoczonymi ulicami, aby dotrzeć do równie zatłoczonej plaży, miałam wrażenie, że każdy czyta mi w myślach. Nie mogłam ich ukryć, były wszędzie. Rozproszone po mojej głowie, nie dawały mi spokoju. A dotyczyły jednej sprawy, przez którą czułam się jak idiotka. Tak, przeżycia i odczucia związane z Nathanem robią ze mnie idotkę. I wydawało się, że nie tylko ja tak myślę. Odetchnęłam z ulgą, gdy wreszcie zobaczyłam szyld Starbucksa. Wreszcie to z siebie wyrzucę. Wyrzucę te wszystkie przytłaczające myśli związane z dzisiejszym wydarzeniem w szkole. Weszłam do środka, Chloe stała przy ladzie.
- CO ZA DZIWKA!!! LIZAŁA SIĘ Z NATHANEM!!! - krzyknęłam, waląc w blat. Chyba zbyt przesadnie zrozumiałam wyrażenie "wyrzucić z siebie". Na szczęście żaden z klientów nie był zainteresowany moim przedstawieniem.
- Witaj. - powiedziała Chloe z uśmiechem na twarzy, co mnie kompletnie rozwaliło, po chwili dodała - Teraz od początku, co się stało? Tylko bez krzyków.
- Byłam w szkole i widziałam jak Nathan całuje się z Ashley! Rozumiesz?! Z Ashley! Całował się! Pojmujesz w ogóle, jak ja się czuję?!
- Sucz. - wycedziła przez zęby i na chwilę się zamyśliła - Ale wiesz... z drugiej strony to też twoja wina.
- CO?! - krzyknęłam i znowu uderzyłam o blat.
- Gdybyś wzięła się porządnie za robotę na imprezie i dałabyś mu do zrozumienia, że nie ma się oglądać za innymi, bo TY GO CHCESZ I KONIEC, to nie byłoby teraz takiej akcji.
- Chyba zgłupiałaś! Nię będę mu przecież nic narzucać!
- I tu robisz błąd. Czasami trzeba postawić faceta w sytuacji bez wyjścia. Wtedy zrozumie, że tak powinno być i nie ma wyboru.
- O czym ty pieprzysz?
- Mówię, że trzeba było brać się za niego porządnie! I dać mu jasno do zrozumienia, że jesteś tą jedyną.
- Myślałam, że mnie wesprzesz w takiej sytuacji. Nie masz pojęcia, jak się okropnie czuję!
- To twoja wina. Zjebałaś sprawę.
- No dzięki, kurwa. Ja mam złamane serce a ty mi jeszcze powiesz, że to moja wina! Podaj lepiej kawę.
- Poproś. - nie mogłam pojąć jej wewnętrznego spokoju, co mnie jeszcze bardziej denerwowało.
- Proszę, daj kawę!
Podała mi karmelowe frappuccino i zapłaciłam. Obsłużyła kilkoro klientów, po czym zwróciła się do mnie:
- Przestań o nim myśleć. - zaczęła.
- Jak?
- Nie wiem. Ale to rujnuje cię od środka. Czuję to.
- No co ty? - odpowiedziałam trochę prześmiewnym głosem, nadal byłam zdenerwowana tą całą sprawą - Idę do domu, mam wszystkiego dość! - rzuciłam kubkiem po kawie w jej stronę.
- Zachowuj się!
- Nie mam zamiaru! Wszystko się pieprzy!
Odwróciłam się i potężnie zderzyłam się z jakimś chłopakiem. Wylał na mnie jeszcze gorącą kawę. Nadmiar emocji, które wywołał dzisiejszy dzień spowodowały, że zaczęłam na niego krzyczeć:
- JAK TY CHODZISZ DEBILU?!
- Przepraszam, ale...ale... - zaczął się jąkać.
Ignorując zupełnie jego tłumaczenia, wybiegłam z lokalu. Szłam w kierunku mojego domu. Byłam wściekła, cała ociekałam kawą. Obstawiałam, że to była jego wina, że się zderzyliśmy. Myślałam, że zaraz rzucę się na ludzi i zacznę ich bić. Wręcz kipiałam złością.
Mój telefon zaczął dzwonić, dostałam wiadomość od Claire: "Wbijaj do mnie na chatę! Wszystko wiem!".
Z ogromną niechęcią zmieniłam kierunek. Marzyłam żeby się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. Ale byłam też bardzo ciekawa, co Claire chce mi powiedzieć...
---
Nie wiem, czy wiecie...mam prorocze myśli (i sny!). Niektóre zdarzenia, które opisałam w tym opowiadaniu, miały miejsce w rzeczywistości. To dziwne ale zarazem intrygujące. Jakbym pisała scenariusz własnego życia...
Przyznam, że podoba mi się ten rozdział. A Wam? Co myślicie?
K.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Rozdział 3
Moje ciało stało jak sparaliżowane. Mój mózg odmówił posłuszeństwa, nawet nie miał zamiaru zastawiać się kto mógł to powiedzieć. Przeraziłam się tych słów. Odwróciłam się niepewnie i zobaczyłam opartego o futrynę Francisco.
- Tylko nie mów, że nie wiesz o co mi chodzi. - powiedział pewnym głosem.
- Bo nie wiem... - odpowiedziałam, choć bardzo dobrze wiedziałam co ma na myśli. Zastanawiałam się, po co mi to powiedział. Co takiego chciał mi tym przekazać?
- Dobrze wiesz jaki jest mój brat... - zaczął i podszedł bliżej mnie. - Nie lubi zobowiązań. Jest jak ptak. Wolny. Robi to ze wszystkimi. Kiedy tylko ma ochotę...
- Wczoraj TO nie miało miejsca. Nic się nie stało.
- Ale mogło. Mówię serio, nie rób sobie nadziei. Tylko zawracasz sobie głowę.
- Po co mi to mówisz? - spytałam aroganckim głosem.
- Spędził z tobą cały wieczór?
- Prawie.
- Podszedł do ciebie, objął w talii, przybliżył twarz do twojej i powiedział, żebyś się nim zajęła? - spytał z głupim uśmieszkiem na twarzy.
Nie odpowiedziałam. Moje serce zamarło. Zrobiło mi się gorąco i zimno jednocześnie. Skąd on to wszystko wie?
- Haha. Na serio? - zaczął, kiedy zauważył moją minę, potwierdzającą jego poprzednie słowa. - To typowy chwyt. Po prostu nie miał z kim się zabawić, więc wybrał ciebie żeby się nie nudzić na imprezie. - z każdym kolejnym jego słowem zaczęło robić mi się słabo. - Claudia, lubię cię i dlatego ci to mówię. Jesteś fajną dziewczyną i proszę nie daj się nabrać na ten wczorajszy chwyt. Nathan nic do ciebie nie czuje. To była zwykła, imprezowa gra.
Chciałam żeby wczorajszy wieczór był jednorazowy, jednak nie mogłam dopuścić do siebie tej prawdy, którą usłyszałam od Francisco. Dałam się wykorzystać. Zaczarował mnie. I się zakochałam. Nabrałam się.
- Jestem kolejną zdobyczą? - zapytałam drżącym głosem.
- Przykro mi. Tak.
- Dzięki. - wycedziłam. Przynajmniej znam prawdę. Wiem, w co się wmieszałam. Wiem, z kim mam do czynienia. Teraz muszę się od niego uwolnić. Tak, jak szybko się zakochałam, tak teraz muszę zapomnieć o Nathanie. Tylko ten Francisco... Jest wkurwiający. Wszędzie musi się wpieprzyć, zawsze musi coś dopowiedzieć. Ale dzisiaj był jakiś inny, dziwny. Powiedział, że wyznał mi prawdę, bo nie chce żebym cierpiała i zawracała sobie głowy jego młodszym bratem. Fakt, mówił to przekonująco. Ale był tajemniczy, jakby coś ukrywał. On o czymś wie... Tego stanowczo nie chciał powiedzieć.
Pomyślałam, że jeszcze będę mieć czas na rozmyślanie o tej beznadziejnej sytuacji, w której się znalazłam. Teraz mam zamiar spędzić miło wieczór z moimi przyjaciółmi.
Weszliśmy z powrotem do środka. Angus nadal śpiewał, był jak w transie. Tom, najwidoczniej już się wyspał, ponieważ toczył z Chloe zaciętą rozmowę o czymś... niezrozumiałym dla takiego człowieka jak ja. Zauważyłam, że nie ma w szto Claire i Chrisa. Gdzie oni mogą być? Nie zastanawiając się nad tym długo, przysiadłam się do Tom'a i Chloe. Zaczęliśmy wspominać nasze poprzednie wakacje spędzone na plaży, długie wieczory w szto i głupie żarty, które robiliśmy Angus'owi. Mianowicie, zawsze kiedy zasnął na plaży wyciągaliśmy go razem z materacem do wody. I tak sobie dryfował...śpiąc. Wydaje się to głupie ale właśnie takie pomysły przychodzą do głowy niezrównoważonym nastolatkom. Podczas, gdy zastanawialiśmy się, jaki nowy numer wyciąć Angus'owi, bo ten już powoli odpływał w głęboki sen, do szto weszli Claire i Chris. "Wreszcie!" - pomyślałam. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że mieli na twarzach głupie uśmieszki.
- Znowu wzięłaś? Przyznaj się. - podeszłam do Claire - A ty jesteś głupi! Po co jej dajesz?! - wydarłam się na Chrisa.
- Uspokój się. - wykrzywił się Chris ale po chwili ten irytujący uśmiech znowu pojawił się na jego twarzy.
- Nic nie wzięłam. Kompletnie nic.
Spojrzałam jej w oczy. Rzeczywiście, była trzeźwa. Jak jeszcze nigdy.
Claire spojrzała na zegarek, pokazywał 22:03. "Zasiedzieliśmy się..." - pomyślałam.
- Dobra, już późno. Zbieramy się. - powiedziała do mnie i do Chloe ale uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. To miłe. Tak dawno się nie uśmiechała. Ale to było podejrzane... Wzięła torbę z kanapy do ręki i stanęła w drzwiach.
- My jeszcze chwilę zostaniemy. Idźcie, zamkniemy szto. - powiedział Tom.
Pożegnałyśmy się z chłopakami i wyszłyśmy z domku. Na plaży było ciemno a my męczyłyśmy się żeby przejść przez ten cholerny piasek. W końcu weszłyśmy na porządny asfalt. Rozmawiałyśmy przez całą drogę, śmiejąc się głośno. Jednak wydawało się, że myśli Claire są zupełnie gdzie indziej. Przez cały ten czas, uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Powiesz w końcu, dlaczego się tak głupio śmiejesz? - wypaliła Chloe.
- Nie mogę się uśmiechać?
- Jesteś trzeźwa. - powiedziałam stanowczo, na co Claire wybuchnęła śmiechem.
- Claudia ma rację. Poza tym... Chris też się uśmiechał. Nie chcesz nam niczego powiedzieć?
- Nie. - odpowiedziała. Pomimo, że było ciemno, a ulice oświetlały stare lampy wiedziałam, że Claire się rumieni.
- NO MÓW! - ponagliła ją Chloe.
- No... Porozmawialiśmy trochę... Pospacerowaliśmy po plaży...
- Iiiiiii? - teraz ja zrobiłam głupi uśmiech.
Claire nic nie odpowiedziała. Zupełnie jakby się czegoś wstydziła. Ona się przecież niczego nie wstydzi. To najodważniejsza dziewczyna jaką znam.
- NOOOOOOO?!
Claire spojrzała na nas i od razu spuściła głowę. Zauważyłam, że po kryjomu przygryza wargę.
- UUUUUUU! BYŁ LIZING! - zaczęłam wrzeszczeć, za co oberwałam od niej w brzuch.
- Jesteś głupia. - wyjęczałam.
- A ty zamknij ryj.
Szkoda, że tylko mi się oberwało. Chloe przechodziła samą siebie. Pobiegła kilka metrów i zaczęła odprawiać jakieś dziwne rytuały z powietrzem. Skakała, tańcowała, wymachiwała rękoma.
- No przestań! - zaczęła krzyczeć do niej Claire, ale uśmiech NADAL NIE SCHODZIŁ JEJ Z TWARZY - Tylko się całowałam!
- Z Chriiiiiiiiiiiiiseeeeeeeeeeeeeeeem! - zaczęłam się śmiać, kiedy zobaczyłam jej minę po tym, co powiedziałam.
- No i co, że z Chrisem?
- Wszyscy wiedzą, że ci się podoba. - powiedziała Chloe.
- I wszyscy wiedzą, że ty podobasz się jemu. - uzupełniłam jej wypowiedź.
- No i co. Było fajnie.
- BYŁO FAAAAAAAAAAAJNIEEEEEE!!! - Chloe znowu zaczęła odprawiać swój taniec szczęścia.
Cała droga do domu zleciała na krzykach, śmiechu i na dziwnych ruchach Chloe. Uwielbiam tę dziewczynę. Przyjaciółki odprowadziły mnie pod sam dom i obiecały, że jutro zjawią się u mnie wieczorem, aby obejrzeć film.
Weszłam do domu. Powolnym ruchem ściągnęłam buty. Pomimo, że ten dzień trwał zaledwie 6 godzin, byłam wyjątkowo wykończona. Było już późno, wszyscy domownicy spali. Weszłam na górę do pokoju i z impetem rzuciłam się na łóżko. Moje lenistwo spowodowało, że poszłam spać w ubraniu...
---
Wiem, że na pewno rozczarowałam wiele osób tym rozdziałem za co przepraszam. Jako moje usprawiedliwienie dodam, że mam dużo pomysłów ale mało czasu i brak natchnienia żeby je opublikować.
W ramach rekompensaty za tak długie zwlekanie z napisaniem tego (bezsensownego) rozdziału, obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się jeszcze w ten weekend.
To wszystko dzięki @iNeedHotToddy, powiedziała, ze jeśli wstawię dzisiaj nowy rozdział, dostanę od niej dychę. A więc... Miłego czytania!
K.
BTW Jutro impreza urodzinowa @fever_5 i @angelline5.
Wrócę z nowymi pomysłami ;)
piątek, 6 kwietnia 2012
Rozdział 2
Gdy się obudziłam byłam jeszcze lekko odurzona, czułam niesmak w ustach a moja głowa była jak wulkan, który zaraz miał wybuchnąć. Na samą myśl o wczorajszym wieczorze na mojej twarzy pojawił się głupiutki uśmiech. Leżałam w łóżku i rozpamiętywałam. Nie mogłam uwierzyć, że potrafię się tak zachowywać. Jak...jak dziwka. "Nooo nieeeee przesadzaj! To nie twoja wina." - zaczęłam tłumaczyć się sobie w myślach. Fakt, to nie moja wina. Sam się do mnie dobierał. Ale nie potrafiłam mu się oprzeć. Te iskrzące czekoladowe oczy, ciepło jego ciała i delikatny dotyk sprawiały, że moje ciało rozpuszczało się. Nadal czułam jego dłonie na moich biodrach, jego słodki oddech na ustach i ten niesamowity zapach. Zapach, który odurzał lepiej, niż jakikolwiek alkohol. Leżałam w łóżku, miałam wrażenie, jakbym nadal była w jego objęciach. To głupie...czy ja się zakochałam? Zastanawiałam się nad tym przez chwilę, gdy nagle usłyszałam dziwne dźwięki, dobiegające zza okna. Słyszałam śmiechy i złej jakości muzykę, pochodzącą zapewne z telefonu komórkowego.
- JA PIERDOLE RUSKIE TECHNO!!! - wrzasnęłam w poduszkę, zakrywając się po uszy kołdrą. Mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz i z niechęcią odebrałam. Głos dzwoniącego kazał mi wyjżeć przez okno. Wstałam, okryłam się kocem i otworzyłam okno.
- Czego? - zapytałam ochrypiałym głosem spituski.
- Ty jeszcze w piżamie?!?! Wbijamy do szto, tylko szybko!! - na dole stali moi kumple, słuchając jakiejś durnej muzyki. Angus, chłopak z bujną, ciemną czupryną loków, o niebieskich oczach, kujon z zamiłowania, niegrzeczny, pijący, palący. Miał dużo zainteresowań, za dużo. Razem z Angusem przyszedł również Tom - chłopięcy podlotek, o ciemnej karnacji, włosach czarnych, jak i oczach również. Nie błyskał inteligencją ale nadrabiał to swoim poczuciem humoru i nieziemskimi pomysłami. Uwielbiałam ich nad życie, traktowałam jak braci, ale czasami wkurwiali mnie jak nikt inny.
- Do szto?!?! O tej godzinie?! Przepraszam bardzo, wy chyba macie coś nie po kolei w głowach!!
- MY!?!? - oburzyli się - Spójrz, która jest godzina. My idziemy do szto, a ty się ogarnij.
Zamknęłam okno z hukiem. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 16:58.
- CO?!?!??! - wrzasnęłam. Wpadłam do łazienki niczym tygrys. Zaczęłam się myć, ubierać, aż w końcu stanęłam przed lustrem.
- O MÓJ BOŻE!!! - nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Miałam rozciętą wargę i posiniaczony policzek. "Ciekawe, jak to się stało..." Trochę się uspokoiłam i zaczęłam myć zęby. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Widziałam młodą, ładną, właściwie zbudowaną dziewczynę. Miała ciemne, kręcone włosy, które opadały jej do ramion. Jej zielone oczy przykuwały uwagę. Zastanawiałam się, kim ona jest. Jeszcze nie dawno, ta dobra uczennica ze szkoły artystycznej brzydziła się wszystkim, co miało związek z alkoholem, seksem i jakimikolwiek używkami. Teraz? Teraz nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Nie zna granic. Cieszy się życiem... W analizowaniu mojego lustrzanego odbicia przeszkodził mi dzwoniący telefon. Odebrałam:
- Wczoraj dałam ci tabletki, masz je?!?!? - w słuchawce usłyszałam rozhisteryzowany głos Claire. To prawda, była ćpunką i nadal jest. Nie raz była na odwyku, ale to jej nie pomagało. Uzależniła się na dobre. Trochę szkoda mi było tej cudownej dziewczyny. Pochodziła z dobrego domu, miała kochających rodziców, kiedyś dobrze się uczyła, dopóki nie odkryła narkotyków. Pewnego dnia postanowiła wyjechać z rodzinnego miasta i już nie wrócić. Wszystkim znajomym tłumaczy, że chciała oszczędzić cierpienia rodzicom. Nikt naprawdę nie wie, jaki był powód jej ucieczki z domu. Claire była piękna - ciemne, długie włosy, jasno-zielone oczy i malinowe usta. Wygląd dla niej nie miał znaczenia. Liczyło się tylko zaspokojenie głodu ćpunki.
- Nie mam, pod koniec imprezy oddałam ci je. Musiałaś zgubić.
- ZGUBIĆ!?!?!? - Claire zaczęła wrzeszczeć do słuchawki - Wiesz ile mnie to kosztowało!??!?
- Uspokój się. W szto, pod kanapą jest jeszcze sporo towaru. Za 10 minut tam będę.
Włożyłam telefon do kieszeni, wzięłam trochę kasy, ubrałam buty i wyszłam z domu uprzednio informując rodziców, że wrócę poźno. Wiosna tego roku była...dziwna. Pomimo, że był kwiecień, pogoda była ponura. W drodze do szto spotkałam kilku nowo poznanych znajomych z wczorajszej imprezy. "Szto" to nazwa domku na plaży, w którym codziennie wieczorem spotykam się z przyjaciółmi. Nie pamiętam skąd wzięła się taka dziwna nazwa. Wchodząc na plażę słyszałam głośną muzykę i śmiech dobiegający zapewne z naszej miejscówki. Chłodny wiatr spowodował dreszcze na moim ciele i od razu przypomniałam sobie o Nim. O Nathanie. Moje serce zaczęło szybciej bić a moje ręcę drżeć. Kim on jest, że tak reaguję na samą myśl o nim? Nie mogę myśleć o nim w taki sposób. Nie moge się zakochać. To mnie zrujnuje. Zbliżałam się do domku, głośność muzyki się nasilała. Uśmiechnęłam się, widząc przez okno Angusa, który wykonywał jakieś dziwne akrobacje. Gdy weszłam do szto, wszyscy zamarli i wytrzeszczyli oczy.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Twoja twarz. - odpowiedziała Chleo. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Zresztą...ona wygląda tak przez cały czas. Chleo była szczupłą, śliczną dziewczyną o dłuuuugich blond włosach i hipnotyzujących oczach w kolorze morza. Na pierwszy rzut oka może wydawać się całkiem normalna. Jej przyjazna twarz, poczucie humoru i luźny styl hipiski powodowały, że ludzie pragnęli się z nią zaprzyjaźnić. Zaprzyjaźnić się z Chloe, to tak, jakby wpaść w sektę. Ta dziewczyna była dziwna. Uwielbiałam ją, ale nabijałam się z jej upodobań muzycznych i jej skłonności do rozmawiania z chmurami, bądź z samą sobą.
Gdy zobaczyłam przerażone miny przyjaciół, zaczełam się śmiać:
- No wiem, wiem. Nie pomalowałam się dzisiaj.
- Ja już wieeeeeeem, co się wczoraj działo. - wtrącił Francisco, wkazując moją rozciętą wargę - Claudia i mój braciszek ostro wczoraj balowali!! Pomimo, że Francisco był niesamowicie przystojny, był też jednym z tych, którzy porafili wkurwić człowieka jednym słowem.
- Zamknij się! Zazdrościsz mu, bo ma ładniejsze włosy od ciebie! - zaczął Chris i wszyscy wybuchnęli śmiechem, na co "Frans" się zarumienił. Dzięki Bogu, że Chris tu jest. Gdyby nie on, zaczęłoby sie wypytywanie, co wczoraj robiłam z Nathanem. Nie miałam ochoty na krępujące pytania. Chris jest takim człowiekiem, który zawsze wybawi mnie z "kłopotów". Jego dobrze zbudowane ciało i połyskujące, granatowe oczy przyciągały dziewczyny. Mogę przyznać, że jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków w mojej szkole. Darzę Chrisa zaufaniem. Ten chłopak ma w sobie pewną delikatność i wyczucie, która pozwala mu na prowadzenie ciekawej rozmowy z dziewczyną. Czasami poradzi, czasami rozśmieszy. Jednak to z nim kłócę się najczęściej.
Nie chcąc stać na środku, przysiadłam się do Chrisa i zaczął opowiadać mi o swojej miłości... do motorów. Wszyscy "zgromadzeni" w szto pogrążyli się w rozmowach. Głośna muzyka wydobywała się z telefonu Angusa, który zaczął przebąkiwać słowa piosenki. Tom zasnął a Chloe wymachiwała rękoma nad jego głową, jakby chciała rzucić na niego urok. Hmm...dziwne. Claire przysiadła się do mnie i do Chrisa, kiedy zaczęła ją irytować rozmowa z Francisco. Widząc, jak Claire z Chrisem zażarcie dyskutują o różnych nowych formach odużania się (wspomniałam, że oboje mieli skłonności do ćpania?), wstałam i poszłam na taras. Było już ciemno. Na niebie pojawiły się gwiazdy, pomyślałam, że przyjemnie byłoby teraz stać tu z Nathanem, zatracając się w rozmowie.
- Nie rób sobie nadziei - usłyszałam za sobą donośny, męski głos...
---
Rozdział dedykowany @iNeedHotToddy i Marci. To im zawdzięczam dzisiejszą wenę, która spowodowała napisanie powyższego rozdziału.
Mam nadzieję, że nie przeszkadzają Wam, czytelnikom, jakże obszerne opisy bohaterów, lol ;)
Za wszystkie wyświetlenia bloga i komentarze serdecznie dziękuję! xox
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!!
K.
- JA PIERDOLE RUSKIE TECHNO!!! - wrzasnęłam w poduszkę, zakrywając się po uszy kołdrą. Mój telefon zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz i z niechęcią odebrałam. Głos dzwoniącego kazał mi wyjżeć przez okno. Wstałam, okryłam się kocem i otworzyłam okno.
- Czego? - zapytałam ochrypiałym głosem spituski.
- Ty jeszcze w piżamie?!?! Wbijamy do szto, tylko szybko!! - na dole stali moi kumple, słuchając jakiejś durnej muzyki. Angus, chłopak z bujną, ciemną czupryną loków, o niebieskich oczach, kujon z zamiłowania, niegrzeczny, pijący, palący. Miał dużo zainteresowań, za dużo. Razem z Angusem przyszedł również Tom - chłopięcy podlotek, o ciemnej karnacji, włosach czarnych, jak i oczach również. Nie błyskał inteligencją ale nadrabiał to swoim poczuciem humoru i nieziemskimi pomysłami. Uwielbiałam ich nad życie, traktowałam jak braci, ale czasami wkurwiali mnie jak nikt inny.
- Do szto?!?! O tej godzinie?! Przepraszam bardzo, wy chyba macie coś nie po kolei w głowach!!
- MY!?!? - oburzyli się - Spójrz, która jest godzina. My idziemy do szto, a ty się ogarnij.
Zamknęłam okno z hukiem. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 16:58.
- CO?!?!??! - wrzasnęłam. Wpadłam do łazienki niczym tygrys. Zaczęłam się myć, ubierać, aż w końcu stanęłam przed lustrem.
- O MÓJ BOŻE!!! - nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Miałam rozciętą wargę i posiniaczony policzek. "Ciekawe, jak to się stało..." Trochę się uspokoiłam i zaczęłam myć zęby. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Widziałam młodą, ładną, właściwie zbudowaną dziewczynę. Miała ciemne, kręcone włosy, które opadały jej do ramion. Jej zielone oczy przykuwały uwagę. Zastanawiałam się, kim ona jest. Jeszcze nie dawno, ta dobra uczennica ze szkoły artystycznej brzydziła się wszystkim, co miało związek z alkoholem, seksem i jakimikolwiek używkami. Teraz? Teraz nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Nie zna granic. Cieszy się życiem... W analizowaniu mojego lustrzanego odbicia przeszkodził mi dzwoniący telefon. Odebrałam:
- Wczoraj dałam ci tabletki, masz je?!?!? - w słuchawce usłyszałam rozhisteryzowany głos Claire. To prawda, była ćpunką i nadal jest. Nie raz była na odwyku, ale to jej nie pomagało. Uzależniła się na dobre. Trochę szkoda mi było tej cudownej dziewczyny. Pochodziła z dobrego domu, miała kochających rodziców, kiedyś dobrze się uczyła, dopóki nie odkryła narkotyków. Pewnego dnia postanowiła wyjechać z rodzinnego miasta i już nie wrócić. Wszystkim znajomym tłumaczy, że chciała oszczędzić cierpienia rodzicom. Nikt naprawdę nie wie, jaki był powód jej ucieczki z domu. Claire była piękna - ciemne, długie włosy, jasno-zielone oczy i malinowe usta. Wygląd dla niej nie miał znaczenia. Liczyło się tylko zaspokojenie głodu ćpunki.
- Nie mam, pod koniec imprezy oddałam ci je. Musiałaś zgubić.
- ZGUBIĆ!?!?!? - Claire zaczęła wrzeszczeć do słuchawki - Wiesz ile mnie to kosztowało!??!?
- Uspokój się. W szto, pod kanapą jest jeszcze sporo towaru. Za 10 minut tam będę.
Włożyłam telefon do kieszeni, wzięłam trochę kasy, ubrałam buty i wyszłam z domu uprzednio informując rodziców, że wrócę poźno. Wiosna tego roku była...dziwna. Pomimo, że był kwiecień, pogoda była ponura. W drodze do szto spotkałam kilku nowo poznanych znajomych z wczorajszej imprezy. "Szto" to nazwa domku na plaży, w którym codziennie wieczorem spotykam się z przyjaciółmi. Nie pamiętam skąd wzięła się taka dziwna nazwa. Wchodząc na plażę słyszałam głośną muzykę i śmiech dobiegający zapewne z naszej miejscówki. Chłodny wiatr spowodował dreszcze na moim ciele i od razu przypomniałam sobie o Nim. O Nathanie. Moje serce zaczęło szybciej bić a moje ręcę drżeć. Kim on jest, że tak reaguję na samą myśl o nim? Nie mogę myśleć o nim w taki sposób. Nie moge się zakochać. To mnie zrujnuje. Zbliżałam się do domku, głośność muzyki się nasilała. Uśmiechnęłam się, widząc przez okno Angusa, który wykonywał jakieś dziwne akrobacje. Gdy weszłam do szto, wszyscy zamarli i wytrzeszczyli oczy.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Twoja twarz. - odpowiedziała Chleo. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Zresztą...ona wygląda tak przez cały czas. Chleo była szczupłą, śliczną dziewczyną o dłuuuugich blond włosach i hipnotyzujących oczach w kolorze morza. Na pierwszy rzut oka może wydawać się całkiem normalna. Jej przyjazna twarz, poczucie humoru i luźny styl hipiski powodowały, że ludzie pragnęli się z nią zaprzyjaźnić. Zaprzyjaźnić się z Chloe, to tak, jakby wpaść w sektę. Ta dziewczyna była dziwna. Uwielbiałam ją, ale nabijałam się z jej upodobań muzycznych i jej skłonności do rozmawiania z chmurami, bądź z samą sobą.
Gdy zobaczyłam przerażone miny przyjaciół, zaczełam się śmiać:
- No wiem, wiem. Nie pomalowałam się dzisiaj.
- Ja już wieeeeeeem, co się wczoraj działo. - wtrącił Francisco, wkazując moją rozciętą wargę - Claudia i mój braciszek ostro wczoraj balowali!! Pomimo, że Francisco był niesamowicie przystojny, był też jednym z tych, którzy porafili wkurwić człowieka jednym słowem.
- Zamknij się! Zazdrościsz mu, bo ma ładniejsze włosy od ciebie! - zaczął Chris i wszyscy wybuchnęli śmiechem, na co "Frans" się zarumienił. Dzięki Bogu, że Chris tu jest. Gdyby nie on, zaczęłoby sie wypytywanie, co wczoraj robiłam z Nathanem. Nie miałam ochoty na krępujące pytania. Chris jest takim człowiekiem, który zawsze wybawi mnie z "kłopotów". Jego dobrze zbudowane ciało i połyskujące, granatowe oczy przyciągały dziewczyny. Mogę przyznać, że jest jednym z najprzystojniejszych chłopaków w mojej szkole. Darzę Chrisa zaufaniem. Ten chłopak ma w sobie pewną delikatność i wyczucie, która pozwala mu na prowadzenie ciekawej rozmowy z dziewczyną. Czasami poradzi, czasami rozśmieszy. Jednak to z nim kłócę się najczęściej.
Nie chcąc stać na środku, przysiadłam się do Chrisa i zaczął opowiadać mi o swojej miłości... do motorów. Wszyscy "zgromadzeni" w szto pogrążyli się w rozmowach. Głośna muzyka wydobywała się z telefonu Angusa, który zaczął przebąkiwać słowa piosenki. Tom zasnął a Chloe wymachiwała rękoma nad jego głową, jakby chciała rzucić na niego urok. Hmm...dziwne. Claire przysiadła się do mnie i do Chrisa, kiedy zaczęła ją irytować rozmowa z Francisco. Widząc, jak Claire z Chrisem zażarcie dyskutują o różnych nowych formach odużania się (wspomniałam, że oboje mieli skłonności do ćpania?), wstałam i poszłam na taras. Było już ciemno. Na niebie pojawiły się gwiazdy, pomyślałam, że przyjemnie byłoby teraz stać tu z Nathanem, zatracając się w rozmowie.
- Nie rób sobie nadziei - usłyszałam za sobą donośny, męski głos...
---
Rozdział dedykowany @iNeedHotToddy i Marci. To im zawdzięczam dzisiejszą wenę, która spowodowała napisanie powyższego rozdziału.
Mam nadzieję, że nie przeszkadzają Wam, czytelnikom, jakże obszerne opisy bohaterów, lol ;)
Za wszystkie wyświetlenia bloga i komentarze serdecznie dziękuję! xox
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!!
K.
niedziela, 1 kwietnia 2012
Rozdział 1
Ohohoho - tak mogę podsumować dzisiejszy wieczór. Nie czułam się tego dnia najlepiej, a przyjaciele wyciągnęli mnie na imprezę. Z jednej strony lubiłam imprezować, nigdy nie pogardzę libacją alkoholową w remizie strażackiej... Jednak ostatnio robię to zbyt często. Beztroski styl życia, pozwalanie sobie na wszystko i tłumaczenie, że jest się młodym powoli zostawia swój ślad na zdrowiu. "Ma ktoś sprzedać zdrową wątrobę?" - pomyślałam wracając z imprezy ciemnymi ulicami Los Angeles, śmiejąc się pod nosem. Po co to robię? Po co tyle piję? Nie potrafię bawić się bez alkoholu? Potrafię, ale tak jest łatwiej. Po dobrej dawce wódki człowiek zapomina o wszystkich zmartwieniach i zaczyna się po prostu bawić. Nie myśli o niczym... O problemach związanych ze szkołą, z rodzicami, siostrą. "Oo zamknij się, Claudia!!!" - wydarłam się w myślach. "Nigdy o nich nie myślisz... jesteś zasraną egoistką, nie robisz nic dla swojej rodziny! Liczysz się tylko ty. A pijesz tylko dlatego, że jest ci wtedy łatwiej zbliżyć się do Niego...tak do Niego..." - nie mogłam uwierzyć, że sama się przed sobą przyznałam. Rzeczywiście, darzę pewnego chłopaka niesamowitym uczuciem. Ale, czy ja się zakochałam? NIE. BEZ PRZESADY. To tylko alkohol sprawia, że się do siebie zbliżamy. Zaspokajamy swój popęd seksualny poprzez wzajemny dotyk. To zwykła zabawa. Nic poza tym. "Jesteś pewna?" - dalej zadawałam sobie kłopotliwe pytania. "A gdybyś zobaczyła go z inną dziewczyną? Nie byłoby ci przykro, że raz jest blisko ciebie, a innym razem obmacuje się z inną dziewczyną?". To niedorzeczne. Nie zakochałam się w Nathanie. To tylko alkohol. Alkohol, który powoli wyparowywał z mojego ciała.
Wróciłam wreszcie do domu, dalej zastanawiając się nad tym dziwnym pytaniem, które sama sobie zadałam: A gdybyś zobaczyła go z inną? Nie mogłam znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Gdy się przyznałam, że jestem zakochana, momentalnie się za to skarciłam. Nie mogłam się zakochać, to zrujnowałoby mój sposób bycia. Nie mogłam w ogóle dopuścić do siebie takiej informacji, że jestem zakochana. Ble... ale to obrzydliwie brzmi. Postanowiłam, że już nie będę o tym myśleć. Była godzina 3:56 w nocy, stwierdziłam, że muszę iść spać. Wytrzeźwieć. Jutro jest niedziela, będę miała czas na przemyślenia.
---
Powyższy tekst to wprowadzenie. W mojej głowie powstało wiele wersji tego opowiadania. Mam nadzieję, że ta ostateczna Wam się spodoba. Proszę o szczere komentarze.
K.
K.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)